POEZJE ZEBRANE
Poznań: Wydawnictwo WERS,
1997, ISBN 83-86906-46-4
OD WYDAWNICTWA
Autor niniejszych wierszy, podobnie jak wielu Polaków z okresu Polski niepodległej, doświadczył różnych przeżyć, które odcisnęły na nim swoiste piętno.
Będąc wrażliwym na piękno, cnotę, szlachetność, bohaterstwo i rozum, przeżywał silnie to co było zaprzeczeniem człowieczeństwa, gdyż "świat" przez siebie stworzony wielbił zbrodnię i piekło, w których pogrążył Polskę.
Wiersze są odbiciem przeżyć autora, przekazem z obserwacji przemyśleń i uczuć go miotających, są jakby powtarzaniem przeżyć współczesnego "latarnika".
Autor należał do Armii Krajowej, działał w wywiadzie I/383, brał czynny udział w Powstaniu Warszawskim, i jak setki tysięcy innych doświadczył życia obozów niemieckich, a zawiedziony nadzieją i losem Polski, pozostał na emigracji. Lecz nie po to by spokojnie żyć – po to by nadal walczyć o niepodległość Polski, pisząc w USA do prezydentów, senatorów, kongresmanów i prasy anglojęzycznej setki artykułów czy apeli.
Płk. Marian Gołębiewski
Holland, USA, 15 sierpnia 1992 r.
SPIS RZECZY
NA PYŁKU WSZECHŚWIATA – MIKROBY LUDZKIE...
NIEPRAWDZIWE WOJSKO Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA
WSPOMNIENIE – Poświęcone A. G.
STRACONY CZAS NIE WRÓCI... – Poświęcone: B...
ŚMIESZNE SZCZĘŚCIE... – Poświęcone: B...
PODZIĘKOWANIE – Poświęcone: L. Z.
O WROGACH I PRZYJACIOŁACH – Fraszka
ŚWIATŁA I CIENIE DUŻEGO MIASTA – Szkice
FAŁSZYWA DROGA – Obrazek z podróży
POWSTANIOWE KONTRASTY – Reminiscencje
ŻYCZENIA I PODZIĘKOWANIE – Fraszka
POŻEGNANIE (Do L. Z.) – Fraszka
GDY W DALEKIEJ PRZYSZŁOŚCI (Do L. Z.)
O ZAMORDOWANIU PRAWDY – Fraszka
NA ROZDROŻACH ŻYCIA – Poświęcone: B.
O B. B. (Z cyklu – "Sylwetki")
PYTANIA I ODPOWIEDZI – Na temat: MSO i Driver'ów
PYTANIA I ODPOWIEDZI – Na temat: Niemiecki
PYTANIA I ODPOWIEDZI – Na temat: Różne
ZAGADKA (Z cyklu – "Sylwetki")
ŻYCZENIA (do numeru wigilijnego)
PIEŚŃ DZIADOWSKA – Popularna Piosenka
ŻYCZENIA IMIENINOWE (Poświęcone F. W.)
O TWÓRCZOŚCI ARTYSTYCZNEJ DYZIA CZŁONKA... – Krytyka nie-literacka...
O R. i I.W. (Z cyklu – "Sylwetki")
SAMOCHODOWA KONCEPCJA PRACY – Fraszka
"DOKOŁA" PANIE MACIEJU... – Fraszka
"SZNUR PEREŁ RADIOWYCH" – Fraszka
W TRZECIĄ ROCZNICĘ... – Poświęcone: L.
PRZY NIEDZIELI OD ANIELI BRZUCH BOLELI... (Poświęcam Anieli Mikułównie)
"ARTYŚCI" – Na marginesie krytyki L. Ch.
NARODOWA POTRAWA – Na marginesie meczu: Rozmarek contra Pluzdrak...
RECENZJA (z akademii Monte Cassino)
TRZY OBRAZKI Z JEDNEGO ŻYCIA – Satyra na kanwie zajścia u Lenarda
MUZA W SOSIE POMIDOROWYM – Na marginesie zajścia w restauracji Lenardów
POLITYCZNIE APOLITYNIE – Satyra na marginesie stosunków w kole SPK "Wierność Żołnierska"
O "MIKOŁAJKU" CO BIERZE... – Fraszka
O KONFERENCJI GENEWSKIEJ – Fraszka
"ADASRANSKIE" REMINISCENCJE – Wesoła fraszka – o ponurej działalności
SUGESTIE NA AMNESTIE – Fraszka
"ZAIWANIACZ" – Fraszka o K. I.
NAJLEPSZA AUDYCJA – Fraszka o B. L.
KUNDLI LOS... – Bajeczka. – Bajeczka?... Nazbyt prawdziwa...
WYNIKOWA FRUSTRACJI, Z RACJI PROWOKACJI!...
Na myślące Wodza czoło
Smutek osiadł niezgadniony,
Wodzi smutnym wzrokiem wkoło
We wspomnieniach zatopiony.
Myśli synów mu przywodzą,
Co Ojczyźnie życie dali
Oczy łzami mu zachodzą
I na wspomnień płynie fali...
Wodzu! Przerwij rozmyślania –
Myślą tamtych już nie wskrzesisz,
Zwróć się do nas – słysz wołania
Ty co zapał w sercach niecisz.
Wśród niszczącej życia fali
Tyś jedynym przewodnikiem,
Który umie z siłą stali
Ster utrzymać...
A więc kieruj Wodzu miły
Ku wschodowi słońc złotemu –
Młodych prowadź – pełnych siły,
Ku celowi szlachetnemu –
Dla Idei!...
Toruń, 1934
NA PYŁKU WSZECHŚWIATA – MIKROBY LUDZKIE...
Na pyłku wszechświata,
Bogom równe stwory,
Mikroby ludzkie –
W czterech świata strony
Nić pajęczą snują.
Intrygi i łgarstwa,
Przekupstwa i złości,
Oszukaństwa gromadząc stos wielki.
I złota –
Krwią zbryzganego –
Potem zroszonego –
I łez kroplami –
Lecz żółtego,
Świecącego,
Dźwięczącego...
Czy wiesz ty płazie
Oślizgły, obmierzły,
Czarta wierny wysłanniku,
Żeś niczem więcej
Jak kupą mierzwy,
Nowego życia, które dziś się rodzi –
Z tą kupą gnoju,
Wojną oranego –
Na ziarno nowe –
Świeże –
Urodziwe –
Lepszego ładu,
Porządku innego –
Co tęczy łukiem,
Po burzy świata,
Kolorów barwnych kaskadą –
Promieniem czystym,
W rosie pól odbitym,
Połączy nas z boskim
Nirwany niebytem...
Lubeka, 14.6.1945
Mateńko! Rzucony w świata wielkiego kręgi,
Chłostany losów srogich biczem
Wśród obcych ludzi i wrażej potęgi
Czym jestem? – Niczem...
Ja Twoje dziecię jak kiedyś maleńkie i słabe,
W tej szarej życia mego godzinie
Myśl tęskną do Ciebie ślę –
Sny już prześnione – marzeń zwiądł kwiat
Rąk Twych wspomnienie zostało mi tylko
I oczu Twych Matko spojrzenie...
Lubeka, 25.6.1945
Sandobostel – kraino przeklęta!
I żywych trupów – cmentarzy –
Każdy cię nazbyt dobrze pamięta,
Gdzie "Jeść" "Jeść" się marzy...
Drutów związany zaporą,
Gdzie strzegł mnie pies niemiecki
Snułem myśl niewesołą
I niosłem swój krzyż jeniecki...
Dziś, wyzwolony i najedzony
Krótkiej radości zbyłem śpiew –
Bom – pojenieckim losem obarczony –
I gryzie mnie znów – brytyjski lew...
Lubeka, 25.6.1945
W świetlicy zabawa –
Tanga leniwego tony,
Lub foxa rytm skoczny –
Kujawiak, Polka i Walc
Baw się żołnierzu – szalej – skacz!...
Na obcej ziemi zbłąkany,
Chcesz pozbyć serca tęsknoty
Haszyszem tańca chcesz być pijany,
Choć może więcej pragniesz... "Roboty"...
Biedaku! – Lub jutra bohaterze
Gdy wskażą polityki szale –
Et... Bawcie się żołnierze –
Jutra może nie być wcale!...
Lubeka, 26.6.1945
NIEPRAWDZIWE WOJSKO Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA
Wstęp
Chciałem wam dzisiaj opowiedzieć historię,
Co dla autora była koszmarem –
I draństwa, łajdactwa, opisać victorię,
Braterstwa, ideału zagładę...
Aby opowieści bardzo nie przedłużać,
Nie będę sięgał daleko;
Nie chcę za bardzo w błocie się nurzać –
I tak żyć nie jest lekko.
Powstanie w Warszawie
Początek więc robię w Warszawie –
W pierwszego piękny wieczór sierpniowy,
Gdy ludność porwana do broni,
Wyszła do walki na zew bojowy –
Kto go wydał, na jakiej zasadzie,
Czy rację miał, czy nie –
Nie powiem nic o tem, innym to zostawię,
Ktoś inny na pewno lepiej to wie –
Powiem wam tylko to co widziałem,
Na co, co dnia patrzyłem –
I to, nad czem tak bardzo bolałem,
Nim ideału mego nie zmieniłem –
Ludności polskiej lała się krew...
Warszawa gorzała pochodnią –
Młodzież, starcy i dzieci – wszyscy poszli na zew
Tego, co stało się... zbrodnią...
Warszawa pali się i ludzie giną,
Lecz są też tacy co nie myślą o tem –
Doskonale się bawią i piją wino,
Ordery i złoto zbierają na potem –
I obok wzoru ideału, ofiary,
Egoizmu hydra wyrasta,
Której jedynym wyznaniem wiary,
Na pewno nie los nasz, czy miasta –
W drodze do obozu jeńców
Ucichły walki odgłosy
I do niewoli idą żołnierze –
Z rozpaczy z głowy rwą włosy,
Lecz są też oni, ci o innej wierze –
Ci piją wódkę, jedzą kiełbasy,
Stać ich wszak na te luksusy –
Złota, dolarów dźwigają trzosy,
To są powstania ursusy –
Siedzieli w piwnicach, pieniądze robili,
Lub kas pułkowych mieli dozór –
A teraz tutaj znowu trafili,
Bezwstydni – nie dbają nawet o pozór –
W obozie jenieckim
Z głodu się ludzie słaniają,
Sprzedają drogie po matce i żonie pamiątki –
Oni – za powstanie wojskowo się wyzywają,
Energię wciąż mają – mają dolary i "piątki" –
Podczas gdy my marzymy o zupy menażce,
Oni, ją mają konwiami –
Ach, któżby myślał o takiej fraszce,
Pamiętacie pułkownika z dużymi brwiami –
O moralności robił wykład,
No – z przykładem to już gorzej było –
I gdy do Murnau robił wypad,
Paczki zabrał – a może mi się śniło –
Bo przecież grono to było wspaniałe,
Same majory i pułkowniki –
I to towarzystwo całe
To właśnie powstania pomniki –
No pojechali. – Znów kłopoty –
"Starszych" znowu wojna w obozie.
Każdy dowodzi swojej cnoty –
Pierwszym chce być – czy i na powrozie...
I tak do godzin ostatniej chwili,
Świństw różnych było bez liku;
Przykre to moi panowie mili –
Cicho mówicie – ja wiem nie lubicie krzyku –
Na zakończenie tego rozdziału,
Muszę też stwierdzić sumiennie,
Że "dobrych chęci" było niemało –
Wierzcie mi, opisuję wiernie.
Po wyzwoleniu – Wstęp
Rozdział drugi zaczął się radością,
Z końca u naszych i Niemców niewoli –
Krótko to trwało – o rozpaczy o złości,
Jesteśmy przedmiotem obcych i naszych nowej swawoli –
O obcych nie mówię to innym razem,
Dziś tylko naszych opisuję –
Zachwycajcie się dalej więc tym obrazem,
"Demokracji" obraz przecież maluję.
Pierwsze chwile po wyzwoleniu
Było więc najpierw bardzo uroczyście –
I na harmonii hymn państwowy grali,
A potem – spadły z tryumfalnych bram liście –
I rózgi do bicia tylko zostały...
Prędko je ręce wodzów pochwyciły,
W radosnej twórczości zapale,
Bo przecież już dawno nie biły,
Ku swojej i Ojczyzny chwale –
Zaczątki "III Korpusu"
Zrobili więc komisję, wojsko stworzyli,
Order chcieli zdobyć – "burdlu" narobili –
Było trochę krzyku i jakiś protest
I pan pułkownik "Tuńczyk" na spacer poszedł –
Weryfikacyjne łamigłówki
Przedtem jednak jeszcze, zrobił nie bez racji,
To, co do dywersji było podobne,
Zaczął bić wszystkich rózgą weryfikacji –
W tym stylu propagandy jeszcze nie pomnę...
Zgadzam się, że weryfikacja,
Rzecz słuszna i potrzebna –
Hasłem jej jednak: Równość, demokracja
I sprawiedliwość – rzecz chwalebna –
Polski Goebels w angielskim mundurze
Nie można również pominąć milczeniem,
Propagandy angielskiej wiernego sługi –
Cnoty kobiet był udręczeniem,
Kłamstwa ciągnął za sobą sznur długi –
Kwatermistrzostwo w akcji
Tu dużo różnych "cudów" następuje,
Na przykład: "Sztab" jest jak z igły ubrany,
Dla nas mundurów i butów brakuje,
Niczyja wina – rozdzielnik "szemrany" –
Płatnik w akcji
Aż do bukietu tego pięknego –
Nowy kwiatek wodze dodają,
Że niesprawiedliwie – cóż wielkiego,
Szefowie pensję wypłacają –
O odpowiedzialności coś przebąkują,
Anglo-saskie precz odrzucają wzory –
Lepsze i sprawiedliwsze wszak prawa dyktują,
Słusznie że marek za to będą mieli wory –
Czyżby "naiwni" doktrynerzy?...
I tak bez końca można opowiadać,
O tych, co Polskę chcą budować nową –
My – krwią naszą pomożemy im wracać,
Oni w zamian, regułę rządzenia będą mieli gotową –
Smutne lecz prawdzie – Zakończenie
I zrozumieć owi panowie nie mogą,
Że wcale nam nie imponuje
Wódz z drewnianą ręką, czy... drewnianą głową...
Nam coś innego już dzisiaj smakuje –
Zaufania naszego już chyba nie macie,
Co mówię w formie twierdzenia –
I próżno się o nie staracie
Twórcy historii: –
– Nieprawdziwego wojska –
z prawdziwego zdarzenia...
Lubeka, 27.6.1945
O E.P.
Z cyklu – "Sylwetki"
Któż nie zna Gieniusia
Z "je...lcem" na twarzy,
Tego co jeść nie może
O d... wciąż marzy.
Co śpiewa od rana
Głosem kotu równym,
Co po wyjeździe "wuja"
"Balonem" jest głównym.
Któż to jak nie Gieniuś
Słownictwo wzbogaca
H... d... i k...
Jego barwna zdań raca.
Czemuż to Gieniusiu
Zdrowiu, kolegom, językowi szkodzisz,
Minie przecież to wszystko
Jak "se p..."
Lubeka, 27.6.1945
Każdej nocy przychodzisz do mnie –
Zjawiasz się sennym marzeniem,
Siadasz bliziutko, bliziutko koło mnie
Z bolesnym i dobrym, kochanym spojrzeniem.
Oplatasz ramiony, podajesz mi usta
I mówisz do mnie radosna,
Że zima przeszła – rozłąka przeszła –
Że teraz znowu jest wiosna.
Mówisz że kochasz i że żałujesz,
że prosisz o przebaczenie –
Ja Cię całuję, tulę do siebie
I jestem razem na ziemi i w niebie.
Wspólne winy dawno darowane,
Zapomniane chwile szaleństwa i męki,
Szczęście jest z nami, hojnie szafowane,
Palcami Twej małej i kochanej ręki.
A czasem także przyprowadzasz Małą,
Ze smutkiem w oczach gdy my w rozterce,
Radosną, szczęśliwą, buzią całą,
Gdy rytmem zgodnym bije nam serce.
Pryskają zjawy i dzień szary wstaje,
Znaczony długich godzin liczeniem –
I czekam nocy – złudę szczęścia daje –
Może znów przyjdziesz – Kochana... Marzeniem...
Lubeka, 4.7.1945
Siedzę na pryczy, w obozie jenieckim,
Sto mil Maleńka od Ciebie –
I nie wiem – co z moim Dzieckiem –
I zapomniałem już dawno o niebie...
Widzę Cię we dnie śnisz mi się w nocy
Jak bawisz się swobodnie –
Znika Lubeka i jestem w niebie
Widzę Cię wtedy koło mnie...
Z radosnym uśmiechem słońca zorze witasz
I swym dziecinnym głosem o ojca się pytasz –
Z Mamą zabawa na przywitanie
I wiele było radości,
A potem – zjeść trzeba śniadanie
No – jest trochę smutku i złości...
Potem zaś wstajesz i się ubierasz
I różne toczymy rozmowy –
Aż obraz blednie i nagle znikasz
I obraz znów jawi się nowy:
Złote loczki w nieładzie,
Łobuza spojrzenie –
I takie proste dziecinne pytanie:
"A cio to jest ociec... Marzenie"...
Lubeka, 4.7.1945
WSPOMNIENIE – Poświęcone A. G.
Oddalony od Kraju, Ciebie i świata
Drutów, przestrzeni i czasu zaporą,
Gdzie brat jest wrogiem – w obojętnym masz brata –
Zjawiasz się Ty wizją nocy porą...
Z pomroków nocy, w szarej godzinie,
Wyłaniasz się marzeniem –
I z oddalenia ku mnie płyniesz
Jasnym szczęścia promieniem...
Złociste włosy – rumieniec na twarzy –
Szczęścia, wesela, czy też radości,
Oto jest bajka, o której się marzy,
W jenieckiej godzinie nicości...
I ta godzina – ostatnia, – jedyna –
Nowej życia karty natchnieniem,
Szczęścia pełna – Najdroższa dziewczyna
Dzisiaj dalekim... Wspomnieniem...
Lubeka, 4.7.1945
O Anglio! Przewrotna, przekupna, kłamliwa
Machiawella zasad wyznawczyni wierna –
Kiedyż cię spotka kara sprawiedliwa
I kiedy klęski spotka cię noc ciemna.
Ty dla egoistycznych polityki celi
Honoru, sumienia wyzbyta
Porzucasz starych dla nowych przyjacieli
Nowych zdobyczy ciągle niesyta.
O mądra jesteś kraino dumna,
Królowo wielu ludzi, ziem i mórz,
Lecz przyjdzie jutro – minie przeszłość szumna
Potęgi kres nadchodzi już.
To jest niezmienna kolejność historii
Na gruzach starych rodzić życie nowe
I choć założysz świeżej wawrzyn victorii
Sczeźniesz – wyroki są już gotowe.
Nadchodzi godzina boskiej zapłaty
Ciemiężeni, oszukani podniosą głos
Wiesz o tem, boisz się tej daty
Padniesz wtedy jak zrzęty dojrzały kłos...
Lubeka, 4.7.1945
Dlaczego dziś pisać nie mogę
I myśli chaos mam w głowie,
Dlaczego serce me bije na trwogę
Niech mi ktokolwiek odpowie.
Żadnego echa, żadnej odpowiedzi,
Ni rady, czy też wskazówki,
Wokół tłum obojętnej gawiedzi
Jak gdyby zrodzon z Huxley'a probówki.
Sam więc odpowiedź postaram się znaleźć
Nie będę jej szukał po świecie,
Jestem jak wiatrem rzucany liść –
I jak zgubione przez matkę dziecię...
Lubeka, 8.7.1945
Upalne lato. – Żar słońca.
Drga nagrzane powietrze.
Brzęk pszczoły. I bez końca
Kołyszą się kłosy na wietrze...
Leniwa sytość ogarnia świat cały.
Usypiająco brzęczy gdzieś motor w błękicie.
Śpi – odpoczywa: przyroda, człowiek, ptaszek mały
W piękne południe jesieni w pełnym rozkwicie.
Dojrzałe kłosy, kwiaty i zadowolenia wstęgi
Wplotła jesień u swoich warkoczy;
Nic nie wskazuje nadejścia potęgi,
Co zniszczy wszystko i krwią zbroczy.
Minęły lata. – Męki pełne. – Zbrodni –
Ruina miast. – Ugory pól. Cmentarze.
Oto skutki wojny –
Oto co zdziałały hordy wraże...
I miną lata. – Znów lato się kończy.
Chylą się kłosy. Kwiaty w pełnym rozkwicie.
Żar słońca. – Spokój. – Cisza. – I tylko brzęczy
Jak duży komar motor w błękicie.
I mimo woli obraz widziany
Wynurzy się z pamięci
Kiedyś już dawno takie lato było
Jakaś myśl niejasna się kręci –
Kiedyś już było takie południe
Co mi się marzy – przypomina –
Przeżyłem je kiedyś – na jawie, czy we śnie? –
Już wiem! – wojnę poprzedziła taka godzina!...
Alveslohe, 13.7.1945
Śmiejecie się ze mnie, że wiersze chcę pisać!
Zdradzę wam ich tajemnicę:
Nie wielu będzie je czytać –
Zapalam w nich życia gromnicę...
Alveslohe, 13.7.1945
Gdym był dzieckiem małem,
I krzywda mi się stała,
Rzewnymi łzami płakałem –
Mateńka utuliła, pocałowała,
Ręką pogładziła,
I smutek w radość zmieniała...
Dziś, los mnie bije,
Życie chłoszcze,
Krzywda mi się dzieje –
Nikt nie utuli
Choć tak bardzo boli,
Jeszcze się tylko – wyśmieje...
Alveslohe, 13.7.1945
Jakże żałuję, że płakać nie umiem,
By smutek z oczu łzami zmyć –
Jak bardzo boli gdy żartuję,
Weselem nazywając, co żałobą powinno być.
Nie umiem już płakać,
To przywilej dzieci –
Choć los okrutny więc nęka,
Śmieję się śmiechem żałosnym
Któremu na imię: Męka...
Alveslohe, 13.7.1945
Wokół spokój i cisza –
W duszy burza i męka;
Niemocy, bezsiły,
Oddalenia udręka...
Co z Wami Kochani – jak żyjecie? –
Myśl najgorsze rysuje obrazy.
Ja mam wszystko, lecz nie wiecie,
Ile do życia mam nieraz odrazy!...
Alveslohe, 13.7.1945
Odległości dla myśli naszych nic nie znaczą;
I nikt ich w locie nie dogoni!
Mkną jak pocisk –lecą – aż zobaczą –
Kraj, gdzie żyją – Oni...
Gdzie, Matka, Żona, Dzieci,
W ciężkim znoju dnia,
Ślą myśl, co z wiatrem leci –
Tam – gdzie jestem – ja...
Alveslohe, 14.7.1945
O T.M.
Z cyklu – "Sylwetki"
Mam przyjaciela w jeniecko – tułaczej mej doli
Tadeusz mu, imię, a M... nazwisko
Chłopisko wielkie, gotowe do każdej swawoli
A kląć jak lubi... ale to jeszcze nie wszystko –
Z pozoru dobry, właściwie drań zimny
I świntuch jakich mało
I krótko mówiąc – w ogóle typ ciemny
Już więcej nie piszę – I tak nie wiem czy wyjdę cało.
Muszę wam jednak przyznać się w sekrecie
Że lubię go, choć typ to podłego gatunku
Nie! – Nie! – już to cofam, bo wiecie –
Już mnie tłucze – Ludzie! Ratunku!...
Alveslohe, 14.7.1945
Jak dobrze mi tutaj żyć!
O nic się nie martwię –
Gdybyż zawsze tak mogło być
Inaczej nie potrafię –
Jeść dostaję od rana,
Pracować mi nie każą,
Ubiorą jak pana,
Gdzie lepiej niech wskażą –
Nie widzę mej Matki,
Chorej z przepracowania –
Nie przeszkadzają mi dziatki
Gdy mam ochotę do spania –
Nie przeszkadza mi żona
Obecnością swą miłą –
To z bajki wyrwana strona,
Szczęście takie ani mi się śniło –
Więc aby upamiętnić to życie rozkoszne,
Piszę ten wierszyk radością dzierzgany –
Wesoły jak ptaszek na wiosnę,
Wiersz nieprawdziwy – wiersz skłamany...
Opowieści dziwnej dzisiaj posłuchajcie,
Wypadek jeden na miliony –
Grałem raz z Losem o swoje życie,
A jak to było opowiem:
Wędrowałem raz lasem samotnie,
a że wieczór właśnie się zbliżał,
I drogą zmęczony okropnie,
Uradowałem się gdym głos posłyszał –
Skąd i dokąd wędrujesz przyjacielu,
Spytał mnie nieznajomy,
Ludzi tu spotkasz niewielu,
W dzikie zawędrowałeś strony –
A że noc już jest blisko,
Pora zjeść i odpocząć –
Proszę, oto tam moje ognisko.
Słów odmowy nie da mi zacząć –
Idziemy więc razem poprzez wykroty,
Na leśną małą polankę,
Szałasik nań stoi lichej roboty,
Strumyk szemrze kołysankę.
Ognisko czerwono się żarzy,
W kociołku zupa się dymi,
Coś się gotuje i smaży,
Do kolacji przygotowania się czyni –
Mój nieznajomy, czarno ubrany, o twarzy
Smutnej, złośliwej, to znowu pięknej,
Z okiem co węglem się żarzy,
Tworem się wydał siły tajemnej –
Siadamy do stołu co zwany jest pieńkiem
I jemy wieczerzę ze smakiem,
Nie przerywamy jej żadnym dźwiękiem,
Wpatrzeni w swoje twarze.
Kim jesteś nieznajomy panie –
I co robisz tutaj samotny,
Daruj mi to pytanie –
Puszczyk wydał właśnie okrzyk trzykrotny...
Co robię pytasz – Wędruję po świecie –
Kim jestem – Losem mnie ludzkość nazywa,
A teraz gdy już wszystko panie wiecie –
Zagramy! – Czarna gra i wygrywa...
I rozpoczęła się ta dziwna gra,
Sam nie wiem jak i kiedy,
Stawką była dola dobra, dola zła,
Dni szczęścia, smutku, biedy –
Szybko toczy się gra,
"Wygrane" – "Przegrane" prędko następuje –
Błyśnie mu w oku czasem dziwna skra:
"Czy gra taka panu konweniuje?"...
Najpierw wygrywam – Idzie mi karta –
Sztonów gromadzę stos duży,
Na każdym napis: ile gra jest warta,
Dobrobyt, pieniądze, trochę podróży,
Mieszkanie na wsi, dużo swobody,
Wygrywam dalej bez przerwy
Zyski same i żadnej szkody –
Niesamowite! – Chcę skończyć. – Nie dopisują mi nerwy...
O nie, mój panie – Tak nie uchodzi,
Gra dalej toczyć się winna –
Ja rozdaję – Pan wychodzi,
Wszak to rzecz prosta i dziecinna.
Gramy więc dalej w blasku ogniska
I znowu zbieram sztony –
Partner się śmieje gdy ciskam,
Kartę, znaczącą pogrzebowe dzwony...
Karty rozdane – Pan wychodzi –
Małżeństwo za stawkę weźmiemy...
Wygrane? – Przegrane, ach to nie szkodzi –
Śmieje się partner – ja siedzę niemy...
Trochę pieniędzy znowu wygrywam,
Potem znów straty, same przykrości;
Ta karta "Dziecko" się nazywa –
Czarna – o radości! –
Złośliwy widzę uśmiech partnera,
Rozdał karty raz jeszcze –
Powtórnie gramy – wyciągam kiera...
Blednę... mam dreszcze...
Stracił pan kobietę ciemną,
O blondynkę zagramy teraz.
Czyż nie przyjemnie grać ze mną –
Przegrałem – Mówił twarzy jego wyraz.
Skończymy może – pytam nieśmiało –
Twarz szarzeje mu od złości
O nie! – Zagramy jeszcze partii niemało,
Czasu cię wiele jeszcze dzieli od wieczności...
Gra dalej się toczy –
Drżącą ręką kartę odkrywam:
Pik! Szczęście! Potem w oczach się mroczy –
Same czerwone – Ciągle przegrywam...
Głód, chłód i poniewierka,
Krótka radość, a potem tęsknota,
Przegrana pana jest wielka –
Śmieje się Los niecnota.
Stasował – Znów rozdał – Leży karta,
Lecz właśnie wtedy się zamyśliłem –
I nie wiem – Wygrana moja, czy Losu czarta,
Bo nie zajrzałem i się obudziłem...
Alveslohe, 16.7.1945
STRACONY
CZAS NIE WRÓCI...
Poświęcone: B...
Mówisz: że kochasz i że powrócisz,
Że moją pozostaniesz –
Lecz... czekać każesz, a czemże skrócisz
Mękę rozstania?
Jak mam wypełnić dni samotności,
Jak gorycz z serca zmyć? –
Miłość moja chce wolności,
Ty – niewolnikiem każesz być...
Kocham i kochać może nie przestanę,
To zbyt głęboko w sercu tkwi –
I mimo wszystko Twoim pozostanę
Do końca moich dni –
Lecz musisz wiedzieć Miła,
Że czas stracony nie wróci –
Zobaczysz coś zrobiła,
Lecz straty tej już nikt nie zwróci...
Rothenburg o/d Tauber, 27.7.1945
Wyliczyłaś to matematycznie,
I wszystko się zgadza –
Dowiodłaś logicznie,
Rozumowi odpowiada –
Jednego tylko nie wzięłaś pod uwagę,
O jednym zapomniałaś zupełnie:
Nie wszystko się kładzie na wagę –
I nie zawsze rozum prowadzi pewnie.
Istnieje rzecz drobna, zupełnie mała
Uczuciem się nazywa –
I wówczas filozofia cała
Serce na pomoc przyzywa.
Rothenburg o/d Tauber, 27.7.1945
Coś mnie gnębi i coś bardzo dręczy;
Jakieś słowo kiedyś powiedziane,
Wspomnienie wspomnienia męczy –
Coś, co nie będzie zapomniane.
Dziś, nowym wiatrom żagle podaję,
Ku nowym zmierzam wybrzeżom –
Na tamtym brzegu coś jednak zostaje,
Ocalenie zawdzięczam jego świateł wieżom.
Porzucam port cichy i bezpieczny
I Losu – Przeznaczenia gnany ręką –
Ja, żeglarz życia – tułacz wieczny –
Po szczęście płynę, co może być męką...
Jakaś gwiazda mnie wiedzie,
Wybrana wśród wielu milionów –
I dążę za nią wszędzie
Het – daleko – do nieba skłonów...
Gdy w nową jednak wyruszam drogę,
Winnym się czuję, bom rzucić miał morze,
Lecz po cóż to mówić – inaczej nie mogę
Żegnaj! – I niech Ci Bóg pomoże...
Powiedzieć jeszcze dużo można, lecz cóż słowa znaczą,
Winnym się czuję i balast to będzie duży –
Choć serce więc nie może – usta niech przebaczą –
Proszę – Życz mi szczęśliwej podróży...
ŚMIESZNE
SZCZĘŚCIE...
Poświęcone: B...
I dziwnie zmienionym wydał się świat,
Nowych blasków nabrało życie –
Dawnych uczuć nowy zakwitnął kwiat,
Ziściło się o czem marzyłem skrycie.
Znów jestem z tobą, choć tak daleki,
Znów jednak idziemy razem –
I śmieszne – Ty bez pokrycia wystawiasz czeki –
Ja – cieszę się na wodzie pisanym obrazem...
Ot głupie życie, a może mądrość w tym właśnie,
Że splata tak różne kolory –
No dość filozofii –lubię czasem baśnie –
Jestem szczęśliwy – niepotrzebni mi mędrcy – doktory...
Alveslohe, 5.8.1945
W pyle drogi, w poprzek gościńca,
Twarzą do ziemi – kształt ludzki!
Jakiś zmięty człowiek z ludzkiego zwierzyńca
Ostatnią swą nitkę wplótł w życia pas słucki.
Cóż, wypadek zwykły. Spadł z samochodu –
Ktoś pulsu dotknął, ktoś głowy;
Dla wsi i wójta wiele zachodu –
Na wiejskim cmentarzu będzie kopczyk nowy...
Tobołek podróżny rozgrabią hieny;
Krótka sensacja wypadku przeminie –
I tylko – może gdzieś ktoś siedzi niemy –
I czeka... aż ten żeglarz życia do domu zawinie...
Bo może śpieszył do żony –
W tobołku niósł może prezent dla dzieci...
A może – przeczuł stos gruzów spiętrzony –
I zamiast domu – trochę śmieci...
Skąd i dokąd dążył? – Któż wie jak było –
Bóg jeden przyjął gdzieś jego opowieść
Zresztą cóż wielkiego? Że jedno życie się skończyło?
W dół martwego! – Żywym cześć!...
Alveslohe, 9.8.1945
Raz do małej wioski, nad brzegiem morza,
Podróżny przybył z daleka –
Był wszędzie – gdzie słońce wstaje, gdzie pali się zorza,
Każda znana mu góra i rzeka –
I gdy wieczorem usiadł przy winie,
Dziwy różne opowiadał,
Że zwierzęta są jak ludzie, lub ludzie to... świnie...
Dokładnie to zbadał –
Mówił dużo o dobrem, złego nie pominął,
Bajek różnych przyniósł wiele –
A najciekawsza – posłuchajcie! – Do portu raz zawinął,
Który zwał się – "Wesele"
Krainy dziwnej była to stolica,
Kraina – "Szczęśliwość" się zwała –
Kobieta tam żyła pięknolica,
Co państwu królowała –
I dziw największy – rzecz niesłychana,
Kto widział ją choć chwilę,
Bogatszym był od największego pana –
I życie pędził mile.
Do końca dni żywota
Był obdarzon szczęściem,
Choć nie pieniędzmi – co kupą jest błota –
I ludzkim często nieszczęściem.
Ale trudna droga do tego kraju,
Morzem płynie się wiele –
Ale nagrodą wszak możliwość raju,
Warte ryzyka takie cele.
Dwóch więc z gromady chce w drogę wyruszyć
Jeden bogaty i biedny drugi
Złą passę życia szczęściem rozkruszyć,
Radością napełnić swój żywot niedługi –
Przygotowania w drogę czynić zaczynają
Budują: Statek bogaty i biedny łódeczkę
Jeden sam pracuje, drugiemu pomagają,
Drugi pierwszego wyprzedził jednak troszeczkę.
W łupinie swej małej ubogi wyrusza,
Bogacz chce luksus mieć także w podróży –
Nam czas – ramionami wzrusza,
Porównywując łódeczkę i statek swój duży.
Statek duży, wygodny,
Przyjemną wróży podróż –
Jakże los jednak zawodny
Gdy daje ciernie zamiast róż –
Biedny już wracał z dalekiej drogi,
Gdy statek właśnie wyruszał –
Wicher zerwał się wtedy srogi,
Do walki z żywiołem zmuszał.
Biedny do portu bezpiecznie zawinął,
Szczęście w łódeczce przywożąc z drogi –
Statek na morzu zaginął,
Gdzie figla spłatał los srogi.
Budowany bowiem zbyt długo,
Zniszczał od wody i słońca
I zamiast do szczęścia,
Do smutnego sprowadził końca...
A morał z tego sami znajdziecie
Wszak to nie trudno będzie
I czy po szczęście dopłyniecie,
Los zdecyduje – tak tu jak i wszędzie.
Łódeczka lepszą czasem być może
I pewniej niż okręt zawiezie duży –
I aby zobaczyć zorze,
Niemałej i trudnej trzeba podróży...
Rothenburg o/d Tauber, 15.8.1945
Raz do małej chatki
Bieda zapukała.
Stałym gościem smutek, niedostatki;
Okrutnie rodzina cała cierpiała.
Lecz syna, męża i ojca dobrego mieli,
Starzy rodzice, żona i dzieci.
On życie ich zmieni, w smutku rozweseli
W świat pójdzie – pałac zbuduje – zabierze ich z tych śmieci.
Poszedł – nie wracał długo z podróży –
Gromadził skarby co świat w bajkę zmienią –
Dom piękny zbudował, kwiatem go przybrał róży,
Że lśnił białością złotem, czerwienią –
Wtedy radosny do swoich wyruszył,
Niosąc wesołą nowinę
I Boże! Jakby ich wzruszył,
Gdyby pośpieszył się był odrobinę.
Bo już ich nie zastał – wszyscy pomarli –
Chleb by ich wczoraj jeszcze ratował
Dziś – skarby na nic gdy oczy zawarli –
Okrutnego figla los zgotował.
Rothenburg o/d Tauber, 16.8.1945
Była raz mała "Cineczka",
"Kapturek Czerwony" się zwała, –
Nazwę swą miała dzieweczka,
Od czerwonej czapeczki którą miała.
Raz mówi do córki mama:
Babcia twoja jest chora,
W łóżeczku leży sama,
Na rozkaz pana doktora.
Zrobić sobie nic nie może
I jest bardzo głodna;
Wnuczka jej dopomoże,
I ucieszy jeść niosąc – rzecz niezawodna.
W koszyczek więc swój mały
Zabiera Kapturek
Po prostu sklepik cały,
Jedzenia worek.
Bułeczka i masło,
Szynka i kiełbasa,
Kawa i ciasto
I innych rzeczy masa.
Gdy jest już gotowa
I wyrusza w drogę,
Mama jeszcze woła
I daje przestrogę:
Prosto drogą niech idzie córeczka,
Co powtarza razy kilka –
Do domku babci idzie ścieżeczka,
Gdy w las wejdzie spotkać może wilka...
Idzie więc drogą Kapturek Czerwony,
Słuchając ptaszków śpiewania
Gwizdania wilgi, krakania wrony,
Sikorki, wróbelków ćwierkania.
Sarenka pasie się w lesie,
Zajączek macha uszkami,
Słuchając jakie wieści wiatr niesie,
Siedząc na łączce między kwiatkami.
A kwiatków dużo rośnie w lesie –
Kapturek zaczyna je zbierać,
Piękny bukiet babci zaniesie –
Z różnych kwiatów można wybierać.
Ale zapomniał Kapturek Czerwony
O mamy ostrzeżeniu –
W las poszedł i – wilka spotkał,
Ku swemu przerażeniu.
Wilk – gdzie idzie zapytał –
A gdy poznał cel drogi,
Do domku babci zawitał,
Niosąc w sercu zamiar srogi.
Połknął babcię z kostkami –
Do łóżka się położył,
Przykrył się kołderkami,
Plan niecny sobie ułożył.
Przychodzi Kapturek i zdziwiony staje –
Jedzenie przyniósł babci,
A babci nie poznaje...
Oczy masz takie duże – dlaczego?
Zadaje pytanie.
"Widzieć ciebie chcę dobrze" –
I mruczy: "Dobre będzie dziś śniadanie"...
Uszy masz babciu takie duże
Dziwi się dziewczynka.
"Słyszeć ciebie chcę dobrze" –
I już mu cieknie ślinka.
A kiedy spytała w końcu mała,
Dlaczego buzia taka ogromna –
Skończyła się rozmowa cała
Ham!... Zjadł Kapturka – taka była bestia głodna! –
Znowu się wtedy położył do łóżka,
Syty i bardzo zadowolony,
Taka przyjemna kołdra, poduszka,
Że chrapnął, aż słychać go na wszystkie strony.
A właśnie wtedy w pobliżu lasem,
Leśniczy przechodził.
Przyszedł, zwabiony chrapania hałasem –
"A toś sobie zbóju dogodził".
Zastrzelił niecnotę wilka –
Nożem brzuszysko rozkroił –
Coś w brzuchu stęknęło razy kilka
I okazało się co on zbroił.
Z brzucha Kapturek wyskoczył –
I babcia wyszła powoli –
Wilk nieżywy krwią broczył,
Taki był koniec jego swawoli.
Zadowoleni wszyscy byli –
Śniadanie zjedli w radości,
Ze skóry wilka dywanik zrobili –
Taki był koniec Kapturka przykrości...
Rothenburg o/d Tauber, 17.8.1945
Obojętnie oczy z przedmiotu na przedmiot przechodzą:
Stół, krzesło, łóżko i jakiś obraz –
Na dworze wiatr hula i diabły śpiew zawodzą –
W duszy inny, rozległy widzę krajobraz...
I myśl daleką robi podróż –
Myśl ciężka brzemieniem rozpaczy!
Do serca jakiś zimny przenika mróz –
Czy ja Matkę, a ona syna zobaczy!?..
Alveslohe, 12.10.1945
Mówicie, że źle wam –
Mali, głupi ludzie –
Winę każdy ponosi sam,
Ulegając wciąż jednej złudzie.
Szczęścia szukacie na szerokim świecie,
Na tym, czy innym szczęście budując,
Lecz wierzcie – w świecie go nie znajdziecie,
Budujecie pozornie, właściwie rujnując. –
Szczęście gdzie indziej siedzibę posiada,
W człowieku samym się mieści –
W czem innym szukając, to jego zagłada,
Z życia nie można zrobić powieści. –
Autor ma możność w czasie i przestrzeni,
Osoby, wypadki, dowolnie gromadzić,
Lecz człowiek losu darów nie zamieni,
Nie zawsze mu można poradzić –
Więc lepiej je przyjąć z uśmiechem,
Ciesząc się, bo mogło być gorzej –
Po co płaczu świat napełniać echem,
Cieszmy się! – Mógł los potraktować nas jeszcze gorzej –
Do radości powodów wszak wiele,
Źle ci teraz – wczoraj przecież dobrze było –
I może jutro. – Idź naprzód śmiele –
A gdy umrzesz powiesz: Życie mi się śniło...
Lubeka, 24.10.1945
PODZIĘKOWANIE
Poświęcone: L. Z.
Lileczko kochana – serdeczny przyjacielu –
Dług swój chcę spłacić w tych słowach,
Weszłaś w me życie jak ludzi niewielu,
Ukoiłaś w długich rozmowach.
Uśmiechem wesołym rozwiałaś znudzenie,
Ręką Twą małą troskę odpędziłaś –
Inne mam dzisiaj na życie spojrzenie,
Co sercem dobrem sprawiłaś –
Dałaś coś z ciepła rodzinnego domu,
Stałaś się moją, choć wiele nas dzieli –
Zdjęłaś ciężar nieznany nikomu,
Zrozumiałaś, z czego inni się śmieli. –
W różne strony w świat gdzieś pójdziemy –
I może więcej nie spotkamy się wcale,
Lecz, może jednak jeszcze znajdziemy –
Co? – Wiesz doskonale...
Życzę Ci tego ty dobry "stworze",
Dziękując za dobroć i matki pieszczoty –
Spytałaś się kiedyś co śniłem,
Odpowiadam: Sen złoty...
Lubeka, 28.10.1945
Kłębiastym oparem spowiła wszystko
I dziwnym osnuła czarem –
Gdzieś w dali błyska słońca ognisko –
za chwilę znika – za oparu zwałem...
Długimi smugami ciągnie się po trawach –
Kłębi się nad wody tonią,
Albo pierścienie z wiatrem w zabawach
Kłębiaste kule wstęgami gonią...
To znowu z blasku słońca nakrywszy się płaszczem,
Tęczą mignie, – by zniknąć za chwilę –
Tam znów na liściu lśni brylantów deszczem,
Strącanym przez skrzydła łątek i motyli...
Świat dziwów – bajka słyszana gdzieś dawno,
Wyczarowana w ten poranek letni!
Opisana – gdy było mi smutno,
Że ludzie tak podli i niecni...
Lubeka, 3.11.1945
Lubię gdy cichą szarą godziną,
Wyczarowane twą małą ręką,
Stare melodie cicho płyną –
Co każą zapomnieć, że życie bywa męką...
Fortepianu klawisze bieleją w pomroku,
Twoja sylwetka nie realną się zdaje –
Z melodią przeżywam przeszłość. Rok po roku...
Złe blednie – dobre wspomnienie lepiej zostaje...
Dni dobre z cichemi wiążę akordami,
Zakręty życia pasażem przebywam...
Jak wiele się wiąże ze starymi melodiami –
Lubię czasami, gdy życie raz jeszcze przeżywam...
Lubeka, 7.11.1945
O WROGACH I PRZYJACIOŁACH – Fraszka
Wrogów mam niewielu –
Przyjaciół – sam nie chcę
Pierwszych się nie boję,
Drugich – a psik! Coś w nos mnie łechce!...
Lubeka, 7.11.1945
Co kiedyś gorzało czerwonym tak silnym płomieniem
Dziś – szarym popiołem w pomroce czasu bieleje –
Coraz słabszym się staje wspomnieniem,
Pyłem zdarzeń pokryte – śniedzieje...
Lubeka, 9.11.1945
Siedząc raz przy odbiorniku
I podróż zrobiwszy w eterze,
Poczułem się, jakbym był w śmietniku,
Lub... symbol ma w podwójnym zerze...
Londyn – New York – Moskwa,
Paryż – Praga i Warszawa,
Każda fala wieści niosła –
Co za radość, krzyk i wrzawa.
Koniec wojny – pokój wszędzie –
Cieszcie się ludziska!
Już każdemu dobrze będzie –
Coś mnie w dołku ściska...
Każdy radość swą wyraża,
Program szczęścia robi –
Atom – Bomba nie przeraża,
Gdy nią władną yogi –
Ustaliły już komisje
Jak świat odbudować,
Wysłane są już misje
Po cóż się mordować –
Już odbyto sesji wiele,
Kolacji zjedzono bez liku –
Każdy w przyszłość patrzy śmiele,
To przeszłość – Kleopatra z wężem w staniku.
Wymiana towarów będzie,
Pomoc jeden drugiemu daje –
I wszyscy zrozumieli już wszędzie,
Że świt nowej ery wstaje.
Nowa era radość wieści,
Nastąpi zaś bez wątpienia,
Bo różne wynalazki z powieści,
Nie dadzą przekroczyć granicy kamienia –
Lotniskowce, pancerniki,
Czołgi, miny, samoloty,
Atom-Bomba, cud techniki,
Dopilnują ludzkiej cnoty –
Wielkie armie demokracji,
Gwarantują bezpieczeństwo –
Nie będzie bolszewizacji,
Co synonim ma męczeństwo –
Zresztą zniknął już bolszewizm –
Przeżytkiem okazał się przecie,
Kapitalizm zwalczał Lenin,
Nie ma go już teraz w świecie –
Wiele było też radości
Z wzajemnego się poznania –
Anglo-Rusy symbolem jedności
I nowa kolacja na znak zbratania –
Nic już dalej nie słyszałem,
Bo wizją piękną upojony,
Zasnąłem – i przecież nie chciałem,
Lecz brzydko śniłem, aż byłem przerażony –
Ujrzałem bowiem jak na złość,
Fiaska misji, konferencji –
I jakiejś niezgody kość,
I jeszcze coś więcej –
Oto statki, czołgi, samoloty,
Atom-Bomby i ognia miotacze,
Użyte do nowej roboty,
Co wy i ja... wojną nazywacie!...
Lubeka. 9.11.1945
Tak wiele mi dałeś o Panie!
Tak mało zarazem mi dałeś –
Gdzieś słyszę jakieś wezwanie,
Gdzie – tego nie wskazałeś.
Tułam się przeto po świecie
Sam nie wiem w jakim celu –
Dni dobre ze złymi splatam
Zgubiony wśród dróg tak wielu.
Gdzie prawda leży,
W czem szukać jej trzeba,
I czem się ją mierzy –
I po co tyle męki w tej drodze do nieba,
W które ludzkość wierzy?..
Lubeka, 10.11.1945
ŚWIATŁA I CIENIE DUŻEGO MIASTA – Szkice
(Kontrasty)
Światła i cienie dużego miasta!
To – nędza, co nagle wyrasta
W bogacza czynszowej wielkiej kamienicy –
Lub wstydliwie się kryje w ciemnej ulicy!
To neony dancingów i światła limuzyn,
To tęcza jedwabiu i krwi karmazyn; –
To tanga namiętnego tony
I – proszącego gest wzgardzony...
To powłóczyste spojrzenie pięknej kobiety
I gruźlica ludzkiej chabety!...
To ogród piękny pałacy
I prośba korna – o podwyżkę płacy.
To głos gazeciarza, co obwieszcza chwili nowinę
I protokół na uliczną dziewczynę...
To strzał korka i wina szklanica –
I strzał pistoletu – i ciemna ulica
To drapacz chmur, co na gruzie rudery wyrasta –
To są wszystko światła i cienie dużego miasta...
(Ulica)
Z któregoś tam piętra wysokiej kamienicy
Popatrz na dół – przypatrz się ulicy –
Z obu stron ujęta w domów kamienne łożyska,
Wygląda jak rzeka, w przepaści górskiego urwiska
Z falą ludzką kłębiącą się wirem –
Czem jest? – Czy radości życia wyrazem, czy też jego kirem?
Ludzie, jak mrówki małe, jak mrówki się spieszą –
Tylko stąd nie widzę – smutni są, – czy się cieszą?..
Wymijają się wzajem dążąc w obie strony,
Prędzej! – Prędzej! – Ulica dużego miasta – Ruch szalony!
Środkiem suną bez przerwy aut długie szeregi –
Światło czerwone! – Zmieniają biegi –
I znów pędzą z ciżbą ludzką w zawody –
Piękny Packard i Fordzik i stary i młody –
Ten paczki dźwiga, ten kwiatów naręcze
Ten pięknym lśni kolorem, ten wzrok odstręcza –
I tak przez dzień cały sunie ta lawina
Noc czy dzień, wczesna czy późna godzina –
I tak ciągle gdzieś pędzą gdzieś śpieszą –
I tylko nie wiem – smutni są – czy się cieszą?..
(Zaułek)
Gdzieś z dala od ulicy z neonów reklamą
Mała uliczka, co stolicy plamą.
Ślepy zaułek w labiryncie miasta
Co wciąż istnieje, choć miasto się rozrasta –
Ciekawa ulica i zwiedzenia warta
Gdzie jest? – W lewo, lub prawo – Przecznica trzecia, lub czwarta
Od głównej – tej pięknej ulicy –
Poznasz ją łatwo! – Początek przy odrapanej kamienicy!
(Zaułek w nocy)
Małe światło latarni błyska żółtym okiem,
Walcząc bez skutku z nocy pomrokiem –
Zresztą i komu po co to potrzebne
Noc, nikogo nie ma, chyba duchy zwiewne,
Co przemykają ulicą spłoszone z rynsztoku
Szare wszystkie – o kocim zielnym oku...
Czasem pies bezpański przebiegnie z daleka,
Ale i om szanuje ciszę – warknie, ale nie zaszczeka.
W oknach ciemno i rzadko tylko gdzieś za lichą firanką
Słaba żarówka błyska – "Życie nie sielanką"
Myśli zmęczona spracowana krawcowa,
Matka trojga dzieci – wdowa...
Tam znów gdzie światło błyszczy w suterynie
Stukot młotka szewskiego – choroba w rodzinie –
Więc buty trzeba skończyć – zarobić trzy grosze
Na lekarstwo – i wódkę po trosze...
Głośno stukają płyty chodnika krokami
Spóźnionego przechodnia – "Nie pójdę z wami"
Odpowiada dziewczynie, co skryta gdzieś w bramie
Wyszła z mroku i żegna odchodzącego: "Dranie!" –
To płatnej miłości kapłanka
Zbiera pieniądze dla swego Franka,
Co jutro wróci wypuszczony z "mamra"
I wódkę pić zechce... Jego Zośka – "Czarna"
Kocha go, bo chłop to "klawy"
Do "mokrej" roboty i do zabawy –
Nagły wrzask kotów zakłócił ciszę –
I czy mi się zdawało? – Nie: Muzykę słyszę –
Jakieś pianino, skrzypce i harmonia
Rytmiczna dźwięków kakofonia –
To z knajpy "Pod Złotym Ananasem"
Dobiega zmieszana z pijanych hałasem
I brzękiem szkła. – Jakaś nagle awantura –
Krzyk histeryczny! – Przekleństwo! – I jak wichura
Z otwartych drzwi wypada na bruku kamienie
Kształt ludzki! – Nieprzytomne spojrzenie –
Krew na twarzy!... Podarte ubranie!...
Co takiego?! – To nic – Było "roboty" oblewanie
I drobny zatarg... No już się skończyło –
Wstał powoli – i zniknął z przekleństwem, jakby go nie było
Na chwilę cisza znów zapanowała
Przerywana głosem innego pijanego
Pod ścianą – I czkawką! Cóż wielkiego
Straci portfel może... Gdy ten tam pod murem
Życie stracił pokłuty nożami!... I znowu chórem
Wrzasnęły koty – bielał świt
Policjant idzie!... Cyt... Cyt...
(Piękna ulica – wieczorem)
Światłami się jarzy, kolorów lśni gamą
Ulica dużego miasta – Neonów reklamą
Wzrok przyciąga, że biega roztargniony
Z zieleni na fiolet, z fioletu na czerwony. –
Wystawy magazynów, przepyszne, bogate,
Kuszą przechodnia. – Obejrzenia warte –
Wszystkie dobre świata zebrane razem
Dla ciebie do kupienia, lub... tylko obrazem...
Jubiler i kupiec korzenny – sprzedaż aut i piór naprawa,
Garnki, futra, ubrania, perfumy i kawa –
Co komu potrzebne – wszystkiego do woli,
Gdy kupić potrzeba i ... pieniądz pozwoli...
Przed tym bogactwem dóbr i kolorów
Pełno ciekawych i amatorów,
Co wyszli z przechodniów szeregu
I chcą coś kupić – albo na krótko – w biegu,
Chcą rzucić ciekawe spojrzenie
Bo kupić to... mit i marzenie...
Ruch ciągły w drzwiach – To restauracja,
Gdzie obiad spóźniony, albo kolacja
Zawsze czeka na ciebie – Muzyki tony
Dochodzą ze środka – I nigdy nie zmęczony
Portier otwiera szeroko podwoje...
Wchodzą ludzie grupami, samotni, we dwoje...
Interes jakiś załatwią przy wspólnym obiedzie,
Lub tak sobie – pogadać – o swej i cudzej biedzie...
Tam znów, gdzie ludzi gromada wychodzi –
To kino – Odwiedzają starzy, młodzi,
Aby zapomnieć na dwie godziny
O istnieniu świata, siebie i rodziny –
Z filmu bohaterem cieszą się i płaczą
I żyją złudzeniem aż "The End" zobaczą...
Wracają wówczas do rzeczywistości,
Do domu idą –lub w dużej ilości –
Obsiadają, jak pszczoły plaster miodu,
Stoliki kawiarni. Widać ich przez szyby tafle
"Pół czarnej" – Ciastko z kremem – Wafle –
Za cukiernią znów sklepy – Znów świetne wystawy
I dancing – miejsce nocnej zabawy
Wszędzie światła – Tłum ludzi – Reklama –
Nagle coś wzrok przykuwa – Jakaś postać – Sama –
Pod ścianą – Twarz blada – Podarta sukienka –
I gestem błagającego... wyciągnięta ręka...
Lubeka, 13.11.1945
Po to wam mówię o całej przeszłości,
By ciężar koszmarny wspomnień zbyć,
Aby wyzwolić się dla przyszłości
I nowym życiem zacząć żyć.
Strząsnąć chcę z siebie kurz drogi przebytej –
Popiołów przeszłości strząsnąć pył,
Doszedłszy do prawdy niezbitej,
Żem marnie, żem głupio dotąd żył!...
Bad Oldeslohe, 16.11.1945
FAŁSZYWA DROGA – Obrazek z podróży
W Kassel na dworcu wrzawa i krzyki,
To "robią porządki" panowie z Ameryki –
Pociąg oblepiony jak plasterek miodu,
Z góry, z boku, z dołu, z przodu,
A wśród tego całego niemieckiego tłumu,
Polscy oficerowie uczą się rozumu.
Bowiem zdobywają policzek świeży
I naukę, że: głupi kto w przyjaciół wierzy...
Tłum niemiecki zalega wagony –
Polski oficer – na stopniu uwieszony –
Lecz czy pojedzie to także pytanie,
Bo może przedtem gumową pałką dostanie,
Aby pouczyć wczorajszego alianta,
Że oprócz nazwy stopnie są kombatanta...
I aby wbić mu dobrze do głowy,
Że wagon dla niego jest... towarowy...
A poza tern niech będzie przestrogą,
Że fałszywą, że złą chciał jechać drogą...
Alveslohe, 18.11.1945
Miłość?! To przecież tylko zabawa –
I któż ją poważnie bierze.
Piękna – lecz kapryśna jak pieniądz, lub sława
Człowiek przecież tylko trochę lepsze zwierzę...
Skłamanem jest słowem, co nie jest kłamstwem
Fata – morgana w życia szarzyźnie
A oprócz tego wielkim gałgaństwem
W starego świata zgniliźnie...
Lubeka, 5.12.1945
POWSTANIOWE KONTRASTY – Reminiscencje
Gdy o powstaniu czasem rozmyślam,
Z bezsilnej złości pięści zaciskam.
I albo płaczę krwawymi łzami,
Albo je chłoszczę sarkazmu słowami.
I wtedy –
Do słów brawura i bohaterstwo,
Rymuje: Ambicja wodzów, szaleństwo –
Gdy mówię: Krew i barykada,
Kojarzę sobie: Piwnica, władza –
Gdy myślę o obrońców broni,
Słowo: Zb... – w uszach dzwoni –
A wyraz co oznacza śmierć,
Przez pryzmat widzę – litera, pół i ćwierć –
Przy głód, kasza i pszenica
Powiem: Pieczeń, konserwy, wina szklanica –
Do wiersza: Bomba, ogień i ruina,
Dodam: Schron, sztab i ważna mina –
I myślę sobie: Co za bałagan,
Bohaterska Krucza jak wielki stragan –
Gdy słyszę: Warszawa męczennica,
Przypominam: A. K., Korynt i dziewica –
Moment zaś ostatni – kapitulacji,
Dolarem mi dzwoni – płatnika kombinacji –
Płakałem, ujrzawszy co zdziałał czerwony kur
I rym ostatni dodałem: Czy nie winien B..?!...
Lubeka, 7.12.1945
ŻYCZENIA I PODZIĘKOWANIE – Fraszka
Dziś w dzień swych urodzin zgaduję twe życzenia,
Więc najpierw "Zdrowia", "Szczęścia" i "Radości",
A potem "W życiu powodzenia",
Choć myślisz – "O jak nudno – Połam sobie kości"...
Dziękując za życzenia jak obyczaj wskazuje,
Mówię, że "Sprawiły mi wiele przyjemności",
Że "Rączki całuję" – "Serdecznie dziękuję",
I myślę: "O Boże! Strzeż mnie od kochanych gości!"...
Lubeka, 9.12.1945
Jabłko dla Ewy,
Kwiat dla kobiety,
Wiersz dla Ciebie,
A dla mnie – niestety...
Kwiat do przybrania,
Jabłko do zjedzenia,
Wiersz do przeczytania,
I żegnaj – nie "do widzenia"...
Lubeka, 9.12.1945
GDY W DALEKIEJ PRZYSZŁOŚCI (Do L. Z.)
Gdy kiedyś w dalekiej przyszłości,
Różaniec wspomnień weźmiesz do ręki,
Paciorek jeden, jak inne, z kości,
Żywym będzie... ciepłym... miękkim...
Poczujesz pod palcem żywe pulsowanie,
Krwi mej gorącej, z gorącego serca;
Przypomnisz "snem złotym" nazwanie –
I nicią barwną będę, z utkanego przez Ciebie kobierca...
Lubeka, 9.12.1945
Wy wszyscy którzy wojsko chwalicie
Gardzę wami! – Słyszycie! –
Bo wojsko to symbol zakłamania,
I haseł pustych i... mordowania...
Wyrazem jest ludzkiej chciwości,
A przy tern nieczłowieczej po prostu małości –
Ta konieczność nowoczesnego państwa
Dowodzi wciąż jeszcze naszego pogaństwa...
Lubeka, 9.12.1945
Pochód kiedyś widziałem wspaniały –
Z orkiestrą... ze sztandarami...
Jakieś mowy, entuzjazm ludności niemały,
Upojonej przyszłych zwycięstw wizjami.
Szły wozy pancerne, czołgi i armaty –
Szli ludzie – sami młodzi – społeczeństw kwiaty.
I broń nieśli – piękną – śmiercionośną –
Szli dumni z pieśnią zwycięską – donośną...
I widziałem ich również gdy już powrócili.
Widzę ich teraz, nawet w tej chwili.
Wśród tłumu przechodniów idą pochodem,
Lecz jakoś tak wolno – i z wielkim trudem –
Miast sztandarów – białe bandaże,
I inne – jakieś martwe mają twarze.
Laską przed sobą macają ślepi –
Po co to wszystko – czy komu jest lepiej...
Puste rękawy nie kryją rąk silnych,
Straconych dla wierzeń – omylnych...
Na kijach podskakują beznogie kaleki –
Za – haseł niepokryte czeki...
Rany inne jeszcze kryją ubrania,
Te symbole... ludzkiego zbratania...
Wielu zaś nie idzie wcale już w pochodzie,
Poszarpani kulami grób znaleźli w ziemi... w wodzie...
Lubeka, 9.12.1945
Wy spod Narwiku, Tobruku, Cassina –
Jak wielka, jak wielka jest wasza wina!
Oddaliście życie swe młode w ofierze
Dla kogo? Po co? – Bo przecież nie wierzę
By ktokolwiek miał z tej śmierci korzyści –
Chyba ci najgorsi, – podli, – szantażyści...
Śmierć żeście nieśli na swych bagnetach,
A czyście pomyśleli wtedy o kobietach?
Że was czekają Matki, Żony, Dzieci,
Że łzy ich nie warte tych zdobytych gruzów śmieci!
Lecz Was rozgrzeszam – Wy nieświadomi!
Boście wierzyli na nic niepomni,
Że "Wolność" wypisana na Waszym sztandarze
Zdobyta zostanie w bitewnym rozgwarze –
I krwią Waszą winę żeście zmyli –
I przez śmierć swoją, "Wolność" zdobyli!...
Lubeka, 9.12.1945
Po co te szumne i skłamane słowa –
Po co hasła barwami się puszą?!...
Żadne z nich treści w sobie nie chowa –
I nikogo nimi nie wzruszą....
Po co budować Ideałów ołtarze,
I Msze odprawiać z Ewangelii słowem?..
Gdy tak obojętne serca i twarze
Ludzi, z ich wodzem – Czarnym Aniołem...
Odrzucam więc ten balast przeze mnie wzgardzony
I jeden tylko uznaję ze światem związek –
Z egoizmu i etyki własnej zrodzony
Obowiązek!...
i
X Przykazań!...
Lubeka, 9.12.1945
Zapadł nad światem Wigilijny wieczór...
Płonie choinka świeczkami –
Od niedobrego świata oddziela mnie mur,
Wzniesiony rodziców rękami. –
Prezentów Mikołaj przyniósł stertę całą
Chłopięce ziszczone pragnienia
"Utul Maryjo Dziecinę Małą"
Śpiewałem cichutko z wielkiego wzruszenia...
Płynęły lata i Wigilii było wiele –
Wszystkie wśród swoich kochanych twarzy –
I już śpiewałem głośniej i śmiele,
Patrząc jak miło choinka się jarzy. –
Płynie kolęda "że Bóg położon w żłobie"...
Lecz już duże zaszły zmiany –
Również bliskich, lecz nowych ludzi mam przy sobie,
A na cmentarzu nowy krzyż drewniany...
Płonie drzewko kolęda płynie
Z prezentów cieszy się żona –
Lecz i to przejdzie i to przeminie –
"Boża Dziecina na sianku złożona"...
Znów wigilia – jarzy się choinka –
I zabawek pod nią wiele
Cieszy się z misia mała dziewczynka
Na Pasterkę dzwonią w kościele...
I była też taka, że przy prostym stole
Same jenieckie wychudłe twarze,
Łza w oku i coś w sercu kole
Gwiazda dziś drogę do Żłóbka pokaże...
Aż przyszła ta ostatnia – Drzewko nie płonie –
Siedzę samotny – Bez Matki, Dziecka, Żony...
Nie wyciągają się do mnie przyjaciół dłonie –
"Bóg Miłosierdzia dzisiaj zrodzony!"...
Lubeka, 24.12.1945
PRZEŻARCI RDZĄ...
Początek zaginął we mgle zapomnienia –
Zaplątał się w drutach kolczastych...
Zostały tylko jakieś wspomnienia –
Wspomnienia wspomnień niejasnych....
Rdza kolców przeżarła dusze
Na wielkie szczyty dążące –
Zezwierzęciły moralne katusze.
Zmieniając ludzi – w płazy pełzające...
Lubeka, 14.2.1946
O ZAMORDOWANIU PRAWDY – Fraszka
Zastanowiło mnie raz zagadnienie
Co prawdy zniszczyło istnienie –
Zbadawszy zaś – dedukcji to metoda,
Stwierdzam, że utrupiono ją gdy była jeszcze młoda
Gdzie to było i kiedy – już nie dojdziemy,
Lecz to nieważne, gdy najważniejsze wiemy,
Że zgładzono ją podstępnie i skrycie,
Na pierwszej politycznej ministrów wizycie!...
Lubeka, 1.8.1946
Słodkie uśmiechy na twarzach grzecznych,
Gładkich powódź słów –
Pieczęcie i podpisy zobowiązań "wiecznych",
I optymistycznych pełno mów –
A potem – zgrzyt nieporozumienia mały,
Gdy – "Menu" się omawia –
Obiad zje się doskonały,
Humor się poprawia –
Potem znowu propozycja,
Mowa krótka, głosowanie,
Raz memoriał, raz komisja,
"Zimny prysznic" – "Nacieranie"...
I znów toczą się rozmowy,
Zgodnie, grzecznie, uroczyście,
Jeszcze jakiś projekt nowy,
I "oliwne" lecą liście...
Jedna jeszcze obietnica,
Uśmiech krótki, uścisk dłoni;
Zapisana znów stronica
Tego "zawieszenia broni"...
Lubeka, 1.8.1946
Już miesiąc mija jak trwają zapasy
Garstki szaleńców z wrażą potęgą –
Już miesiąc mija jak sępie Stuka'sy
Lot swój znaczą ruin, dymów wstęgą...
Po nocy upiornej dzień wstawał koszmarny
Dzień jakich było już tyle –
Chociaż słoneczny, obawami czarny
A może to ostatnie chwile...
Lubeka, 1.8.1946
NA ROZDROŻACH ŻYCIA – Poświęcone: B.
Komedię gram przed światem, ludźmi, Tobą,
Śmiejąc się szyderczo – z sercem okrytym żałobą –
Ty zaplątałaś się w sieci własnej pajęczyny,
Bezsilna je zerwać – płacisz własne winy –
Ja, bujam po świecie ze swobody balastem,
Lub walczę bez skutku – z duchowym chwastem –
Stopy nasze, w tej drodze, raniąc cierniem i kamieniem,
Idziemy do celu – co grzechem jeszcze większym będzie,
Lub... odkupieniem...
Rothenburg o/d Tauber, 20.11.1946
Na szczycie murów zręby poszarpane!
Poniżej – zbocze zryte, rozerwane...
Cisza... Śmierć... Cienie... Ruina...
I kres wszystkiego... Cmentarz zdobywców Cassina.
Gdy jednak pora nadchodzi duchów
Cmentarz ożywa – szmerów pełno – ruchów.
Z grobów powstają skrwawione ciała
I spieszą pod krzyż – Tam jest odprawa...
Wloką swoje biedne poszarpane części
Pod pomnik swej sławy! – Tu wieniec chrzęści
Swym wawrzynu liściem i szeleści szarfą,
Co kiedyś była... Atlantycką Kartą...
Dziś – niepotrzebna jak oni –
Więc ofiarowaną – "Wiernym Towarzyszom Broni"...
Sabat Duchów zaczęty! – Upiorne postacie,
Mówią o sprawach, które i wy znacie!
Świata żywych omawiają problemy
I krzyczą głośno wyrzutem
Choć każdy z nich niemy!...
O S.W.
Z cyklu – "Sylwetki"
Postać wielka, umysł wzniosły
On jest mądry, reszta – osły –
W politycznych kombinacjach doskonale się wyznaje
I zważywszy wszystko dobrze, o wojence ciągle baje.
Nic go nigdy nie zaskoczy – już przewidział – już wie o tem
My śmiejemy się po cichu – głośniej wróble tam pod płotem...
Hamburg, 12.11.1950
O S.S.
Z cyklu – "Sylwetki"
Suprem go uczynił przypadek prosty
Że chief'ami być mogą również... osły...
Angielskiego nie znał – niemieckiego nie umiał
A pisać po polsku także zapomniał
Powieści czytał w szufladzie, jak każe zwyczaj sztubacki
Za to cenił go bardzo pan major N...cki.
Gdy szedł do Anglika trzęsąc portkami
Polecał Bogu ducha, a osobę "mamie"
Muti ją nazywał – trzymał za spódnicę –
Ale jak to już bywa, gdy ktoś tam ma d... gdzie my potylicę...
Hamburg, 12.11.1950
O B. B.
Z cyklu – "Sylwetki"
Czem był w Kraju? – urzędnikiem –
W wojsku polskim – porucznikiem –
W PWX-ach był "łącznikiem"
W 18-tce – "naczelnikiem"
Głosik dawniej miał "miodowy"
Potem zyskał już – "stalowy"
W fazie trzeciej – Cycerona
Dziś, podobny do... Nerona...
Duma piersi mu rozsadza
Ten go złości, ten zawadza
On do wyższych stworzon celi
Ma więcej też niechętnych jak przyjacieli.
Ale ten "Jowisz" zrozumieć nie może
Jak śmieszną jest ta "władza w granatowym kolorze"
Jak śmiesznym jest wróbel gdy udaje pawia
Jak wszystkich nas serdecznie osobą swą zabawia...
Hamburg, 12.11.1950
O E.P.
Z cyklu – "Sylwetki"
Rży jak ogier – gębą krzywi –
Parska, trzaska zamaszyście,
Lub głosikiem rzewnym kwili,
Paląc kapuściane liście...
Ryczy "czołem" – "skręcić" prosi.
–
Szumu robi co niemiara,
Pół wariata – wersja głosi –
Cała za to jest poczwara...
Typ to zresztą nieszkodliwy,
Wódę lubi – zdrowie Kocia!
Kocio czasem frasobliwy –
Aaa!... Po mordzie dała Ciocia...
Hamburg, 12.11.1950
O S.S.
Z cyklu – "Sylwetki"
Wśród całej plejady urzędniczych wałkoni,
On jeden pracuje i czasu nie trwoni.
Obłożony papierami coś myśli coś robi,
Gdy pozdrawiasz go: "Dzień dobry" – odpowiada "Nie
szkodzi"
O żonę go pytasz – mówi, że "pada"
Częstujesz papierosem – mówi, że "nie jada"
Zapytujesz co robi – on mówi, że "zdrowa"
Okropnie wesoła z tym panem rozmowa –
Drapie się po głowie, czasem dłubnie w nosie
Najwidoczniej kogoś rozwodzi i pozew wnosi
Prawnik zatabaczony z portkami w rulonik
Deutsche Gesetz i paragraf – oto jego konik...
Hamburg, 15.11.1950
O Z.D.
Z cyklu – "Sylwetki"
Wśród całej CMLO-wskiej oficerów czeredy,
Jest jeden, co przysparza ogromnie dużo biedy
Podejrzewam go, że ptaszek to jest nie lada,
Bo jak inaczej myśleć mi wypada,
O człowieku, co przyzwoitości zachowuje wzory,
Nie dba o superskie godności i honory.
Przyzwoitym rękę poda, durni za durni uważa,
Chętnie porozmawia – trudności nie stwarza –
Coś chyba knuje w skrytości ducha, boć nie do wiary,
By znalazł się solidny – to chyba są czary!
Nie wiedziałem długo jakie zająć stanowisko,
Aż drobny wypadek wyjaśnił mi wszystko.
Jest naprawdę takim, jakim go widzicie
I nie gra gry podwójnej – nic nie knuje skrycie –
Jest człowiekiem co ma zalety i przywary,
A że sporo ma zalet, to brałem za czary.
Gdy jednak wyjaśniłem, że z krwi jest i kości
Strach odpadł i powiem co gniewa i złości.
Otóż Czytelniku wyobraź Ty sobie
Że mędzić potrafi – z czego nic nie robię –
Tu kropki brakuje, a tam znów kreseczka
Dziewiątka ma zły brzuszek, w "a" brak ogoneczka
Kaligrafii chce uczyć w zeszycie inspekcji
I coś tam bąka pod nosem o zrobieniu lekcji.
Ale ostatecznie to są drobiazgi i wszystko bym darował
Gdyby choć raz jeden... wódką poczęstował...
Hamburg, 15.11.1950
O P.S.
Z cyklu – "Sylwetki"
Mamy również w naszej grupie okaz niebywały.
Przybył prosto z Egiptu przysporzyć nam sławy.
Od brudnego palucha aż do łysej głowy,
Mumifikacji przypadek wzorowy.
W dawnych czasach kłopotów miał wiele,
Zbierając kalorie i siły na niedzielę.
Listy pisał, tęsknie wzdychał, oczami przewracał,
W nocy na bezsenność cierpiał – urzędowanie spaniem skracał
Nagle coś się zmieniło – pasażer wesoły –
Radośnie pomrukuje i skacze jak sztubak ze szkoły,
"Czwórką" pędzi – co za zmiana –
Podziwiamy! – Nagle... "pana"
Oko zbite – wzrok zamglony
Tak to wraca się do żony...
Teraz znowu siedzi w biurze i coś liczy coś dodaje
Na papierze wszystko wyszło – w domu kalorii nie staje
Hamburg, 15.11.1950
PYTANIA I ODPOWIEDZI – Na temat: MSO i Driver'ów
Z czego składa się Grupa? –
– Z Figur... Figurek... Figurynek... i... Urynek
Co jest najbardziej interesujące w naszej Grupie? –
– Że jej dotychczas nie... rozwiązali...
Kto poniósł największe zasługi dla MSO? –
– Stalin... bo zmusił nas do... pracy w MSO...
Dlaczego w MSO jest tylu głupców? –
– Bo mądrzy nie chcieli... zapisać się...
Dlaczego MSO ma granatowe mundury? –
– Bo skóry ludzkiej nie można było... poczernić...
Dlaczego superzy noszą pół laski? –
– Bo nawet na całą (emerytalną) nie zasłużyli...
Dlaczego superzy noszą spinacze podczas inspekcji? –
– Aby nie zanieczyszczali koszar... g...
Jak mierzy się wartość samochodu? –
– Współczynnikiem zużycia benzyny i... ceną rynkową.
Jaki musi być driver?
– Dość mądry, aby prowadzić wóz i...
dość głupi, aby nie sprzedawać benzyny...
Dlaczego w grupach MSO jest tyle accident'ów? –
– Bo samochody na wołanie: Prr...
nie chcą zatrzymywać się...
Dlaczego w MSO nie ma naczyń nocnych? –
– Bo driverzy chodziliby z nimi po... obiady...
Dlaczego członek MSO, Dysio trzęsie głową poziomo –
– Aby zachować równowagę w stosunku do ruchów
pionowych przy innych okazjach...
Hamburg, 22.11.1950
PYTANIA I ODPOWIEDZI – Na temat: Niemiecki
Co dało Niemcom zwycięstwo Aliantów? –
– Nową nazwę... Nazi-Demokratów...
Co zrobiłby Hitler gdyby ożył? –
– Umarłby ponownie, aby mu zadzwoniono na pogrzebie
w dzwon pokoju z... Berlina...
Jaka rasa ludzka jest najlepszą z ras? –
– Oczywiście niemiecka,...
bo w niej wszystkie rasy są wymieszane...
Dlaczego po wojnie w Niemczech przybyło tyle dzieci
o nieznanych ojcach? –
– Bo kobiety niemieckie wypełniały posłannictwo
odnowienia rasy...
Dlaczego niemieckie kobiety są "łatwe"? –
– Z uczuć chrześcijańskich... nie odmawiają
potrzebującym...
Jak tłumaczyć przyrost naturalny Niemiec
w ostatnim czasie? –
– Kobiety niemieckie "kładły się"
jako podwaliny nowych Niemiec...
Kto w Niemczech był najwierniejszy Hitlerowi? –
– Niemieckie kobiety w amerykańskiej zonie,
które na znak żałoby... urodziły 40.000 czarnych dzieci...
Hamburg, 22.11.1950
PYTANIA I ODPOWIEDZI – Na temat: Różne
Dlaczego stworzono obozy wysiedleńców? –
– Na pamiątkę... nieludzkich kacetów...
Dlaczego Australia sprowadza D. P.-isów? –
– Bo okazali się płodniejszymi od... królików...
Dlaczego człowiek pije płyny? –
– Aby nie było kurzu przy odwrotnej
od jedzenia czynności.
Hamburg, 22.11.1950
O "Króliku" moim, można powiedzieć rzeczy głupie
–
Że choć nie jest ptakiem, to "robi" na drucie!...
Hamburg, 22.11.1950
ZAGADKA
Z cyklu – "Sylwetki"
Na "B" się kończy na "K" zaczyna
Eminencja szara grupy – kawał S...
Na "K" początek, na "B" zakończenie
To znane w całej grupie samouwielbienie
"K" na początku na końcu "B"
Proszę zgadnijcie – Czy już kto wie?
Gdy rym znajdziecie – nazwisko zgadniecie
Zachowajcie przy sobie – inaczej wyjedziecie...
Hamburg, 28.11.1950
Spełniając zadość tradycji jak obyczaj wskazuje
Redakcja składa życzenia, które precyzuję:
Chifowi życzymy serdecznie grupy rozwiązania,
Oraz samopis dla W-Ticket's mazania.
Superowi z Adm. Office IRO likwidacji
i lepszych aplegierków z CMD plantacji.
Kwatermistrzowi życzymy pożaru NAFI
Nowych piecyków... i co kto potrafi.
Superowi z Transportu accidentów tuziny
Mniej pracowników, za to same dziewczyny.
Dowódcy Work-Szopy za jego starania
Nowych inspekcji, a starych wozów i coś do podlania
Juniorom życzymy zwiększenia plutonów
Nowych ośmiu książek i złotych galonów
Wardenom degradacji w uznaniu pracy
Mniej urlopów za to lepszej płacy.
Driverom więcej jazdy i zwiększone taski
Jeszcze gorszych targetów – za to pełne miski.
Składając na zakończenie sumaryczne życzenia
Życzymy wszystkim bieguna miejscem osiedlenia.
Skończywszy zaś życzenia nasze na wesoło
Życzymy wrócić do domu choć boso, choć goło!
Hamburg, 20.12.1950
ŻYCZENIA (do numeru wigilijnego)
Prosiła mnie redakcja naszego pisemka
Bym wierszyk napisał – okolicznościowy,
Że gwiazda i opłatek, że kolęda, piosenka,
Że mija stary rok, a nadchodzi nowy.
Jak trudno jednak zebrać słowa rozsypane
I w rym powiązać radośnie – świąteczny –
Gdy losy tak wielu bliskich są nieznane,
Gdy dzień jutrzejszy – jakże niebezpieczny...
Nie będę więc pisał, że wesołe święta,
Składając w zamian pod choinkę życzenie:
Niech gwiazda wigilijna do domu prowadzi
Niech rok nowy przyspieszy wyzwolenie...
Hamburg, 20.12.1950
Już drugi numer "Naszej Informacji"
Poświęca mi "Kącik", pisząc nie bez racji,
Że taki czy owaki, że ma to i owo –
A teraz jeszcze wymalował, gdy nie starcza słowo.
Naturalnie, oceniam zainteresowania dowody,
Ale wciąż się pytam: Jakie są powody.
Romantycznym być wolno – czytałem Mickiewicza
Znajdując tam rym prosty do Zachartowicza –
Że esteta – cóż szkodzi – wszak "Perły" są i
"Wieprze"
A że czasem posolę... że czasem popieprzę...
Że komuś prawdę powiem – prawda w oczy kole –
Za to dziobią mnie kokoszki i gryzą mole...
Na gamach się nie znam,lecz ma to i zalety,
Gdy gamy "harmoniczne" grywają... kobiety...
Bowiem skutki bywają muzyki różne
Lecz niemiłe są takie, gdy... kieszenie próżne...
Ja nos wsadziłem w wypadek samochodowy –
Lecz to nie hańba – w Kantynie również rozbijają głowy –
Chodzi wtedy tylko o urzędowe stwierdzenie
Jakie po wypadku głowy uszkodzenie;
Trzeba tylko ustalić uszkodzeń procenty –
I już mamy podstawę do wypłaty renty.
O zawistni! – Rzecz nie polega na sekrecie
Idźcie – dajcie się zbadać – Więcej dostaniecie!....
Hamburg, 20.3.1951
Mówicie w radio, piszecie w gazecie,
Że wróg zagraża, że ostrzy pazury,
Że jutro wojnę rozpali w świecie –
Uderzy do szturmu w Ideału mury!
Stać mi każecie w pogotowiu ducha,
Do walki sposobić ramiona...
I ciałem z wami –lecz serce nie słucha,
Pytając w niepokoju za co jutro skona!...
Za co mam krwawić, za co zbierać blizny,
I komu służę w tej walce o jutro przyszłości?
Czy nagrodą znów będzie sprzedanie Ojczyzny –
Czy tajnej konferencji nowe podłości? ...
O co mam walczyć – Powiedzcie mi już teraz –
Czy o granicę wolności na Nysie? –
Bo słyszę to głośno niestety nie raz,
Że lepiej przesunąć ją dalej... ku Wiśle!...
Za życie podłe z Landsbergu zbrodniarzy,
Życiem mym własnym zapłacić mam może –
Czy za Katynia niecnych grabarzy,
Czy krematorium nowego zorze?!...
Za naftę w Persji – za dzwon z Berlina,
Za rynek zbytu – surowców obszary –
Bić się nie będę i jasna przyczyna
I nie dla mnie te hasła – jam jest innej wiary!...
Gdy więc wzywacie na bój ten krwawy,
Krzyczycie o tym dniem i nocą –
Ja przypominam łunę... Warszawy!!!
I pytam! Za co?.. Dla kogo?.. O co?..
Bez celu błądzę czasem hamburską ulicą
I śnię na jawie –
Oczarowany jakąś kamienicą,
Widzianą w Warszawie.
Wystawa sklepu jakiegoś kolorów zalśni gamą,
Znienacka –
Już wiem gdzie tak błyska neonu reklamą:
Bracka. –
Tramwaj zakręca w prawo w ulicę ciasną,
Powoli –
Przypominam przeszłość własną
Z Woli. –
Stoją taksówki w długim szeregu
Na postoju –
Widziałem takie z tramwaju biegu
Przy Żywca Zdroju. –
Rumowisko jakieś – cegły – belki
I kawał krat –
Już wiem gdzie to było – Boże Wielki!
To Nowy Świat. –
Tłumy ludzi gdzieś śpieszą – niosą paczki, kwiaty,
Troski –
I widzisz obraz odeszły w zaświaty:
Marszałkowskiej. –
Kroki me liczy chodników płyta –
Wilcza, Koszyki, Złota...
Ich wygląd, nazwa w kamieniu ryta –
Rzeźbi... Tęsknota!...
Hamburg, 27.5.1951
Wstyd mi za was rodacy,
Wielki wstyd –
Bo Oni w Kraju – biedacy
Śnią o was mit.
Wstyd mi za was – za kobiety
I serce boli –
Bo One w Kraju, wasze portrety
Widzą w aureoli.
Oni o was śnią w głodzie i zimnie
Sen złoty –
A wy? – wy zarabiacie na imię:
Emigracyjnej hołoty!...
Wy w niezdrowej ambicji, zawistni
Zgodni w niezgodzie –
Oni, może zmęczeni i smutni
O chlebie i wodzie...
W jedną noc przegrywacie miesięczny trud
W karty –
A Oni, myślą, że przy sztandarze – pełni złud –
Pełnicie warty.
Matka przy modlitwie śle myśli ku tobie:
Synu kochany –
A ty niemiecką dziewkę ciągniesz ku sobie
Zupełnie pijany!
Oni czekają, że wróci mąż, brat, czy syn
Że błyśnie świt –
A wy – do starych nowych dodajecie win
Więc wstyd.
Hamburg, 20.6.1951
... I po tem ich poznacie, że emigracji "Elita"
Bo pchają się do władzy – jak s... do koryta
Hamburg, 8.7.1951
PIEŚŃ
DZIADOWSKA
Popularna Piosenka
Oj ta dana, dana, dana –
Emigracja kochana!...
Na skrzypeczkach dziadek dudli:
Pełno różnych u nas kundli...
Radę kundle zawiązały,
Bo już dawno nie szczekały...
Między sobą się pożarły,
A dziadowi spodnie zjadły...
Dziadek płacze, struna brzęczy,
Dziadów dużo – kundli więcej...
Kundel szczeka, dziadek płacze,
Na swe życie – na sobacze...
Oj ta dana, dana, dana –
Emigracyja kochana!...
Hamburg, 6.9.1951
ŻYCZENIA IMIENINOWE (Poświęcone F. W.)
Nie ma w tym niczyjej winy,
Że dziś Frania Imieniny –
Więc Franiowi, Franiu – Frania!
A nam – "krople" do "podlania"...
Hamburg, 20.10.1951
O
TWÓRCZOŚCI ARTYSTYCZNEJ DYZIA CZŁONKA...
Krytyka nie-literacka...
Znacie Dyzia członka z Grupy,
Co maluje – wiersze skrobie –
Babi cy..k – kawał d..y
Upodobał Dyzio sobie...
Dyzio ku..ę wymaluje,
C.c popieści ręką brudną –
Sosik p...ny mu smakuje
I uprawia sztukę trudną...
Potem dziwkę zarznie nożem
W prosektorium ją umieści –
I upojon ciałem hożem,
Bez pamięci je upieści...
Z katafalków śmierdzą trupy –
Dyzia stroją romantycznie...
Moczy pióro w czeluść d..y –
Pisze wiersze swe lirycznie...
Ch..a posmaruje miodem,
Wonną różę w pi..e włoży –
Ch..a z pi..dą przypasuje,
Nad padliną łątka krąży...
Potem w łóżko się położy,
Chuci się przykryje szmatą –
Rymy wierszy swych ułoży,
Popijając je herbatą...
Znacie Dyzia członka z Grupy
Co maluje – wiersze skrobie –
Babi cy..k – kawał d..y
Upodobał Dyzio sobie...
Hamburg, 19.10.1951
– Wyjeżdżam o Koledzy! – Powód więc wspaniały,
By pożegnaniem ostatnim przysporzyć wam sławy...
– Żegnam wiec najpierw naszej Grupy głowę,
A mówiąc między nami, tej głowy... połowę...
I zachowam na zawsze w pamięci postać "Jana",
W obrazie: on, sznurek i... pies kapitana...
– Następny w hierarchii jest "Bronisław Wielki",
Kolega dla wszystkich zanim naszył... belki...
Potem opar władzy zniszczył mu wątrobę,
I tak po koledze nosimy... żałobę...
Dużo może gdy zechce uczynić dobrego,
Ale wątroba i humor popycha do złego...
– Następne pożegnanie dla trutnia wśród trutni,
Co z miną dostojną, jak hetmani butni,
Czci pracę pozdrowieniem, boć sam nie pracuje,
Siedząc za to wciąż w oknie nas... reprezentuje...
– Z kolei wypowiadam swe słowa pożegnań,
Dla Wodza plutonu naszej Grupy zesłań –
Gdy do nas przyjechał był chłop morowy,
Dziś – również władza uderza do głowy...
– Następne pożegnanie dla gogusia Grupy,
Z życzeniem, by zaprzestał swoich pląsów d.....
By zamiast na "toto" czas, pieniądz marnować,
Spróbował – może będzie umiał – popracować...
Wtedy awans nań spadnie – w rok pokryje koszta,
Tej sprawy – co dotąd... deficyt przyniosła...
– Żegnam również Transportu "adjutanta",
Co zamiast na supra – wyszedł na... "palanta"...
Gdy znalazł kierunek z jazdą nie zwlekał –
I choć w przodzie siedział, do tyłu zajechał...
– Mamy również "kwiatuszek" i Grupy maskotka –
Wiecie już wszyscy – mam na myśli "Kotka" –
Trapi go wraz z Ciocią rodzinna choroba,
Że lubi korzystać... z darmowego żłoba...
– Tym wszystkim więc powyżej wspomnianym,
Przesyłam pożegnanie językiem wiązanym...
A dla przyjaznych i kolegów społem,
Rezerwuję serdeczne: Bywajcie!... Czołem!...
Sengwarden 25.1.1952
Zostawiamy za sobą życie zdruzgotane,
Rodzinne chaty i prochy mogilne,
Bezdomne włóczęgi z ojczyzny wygnane –
Przeżyciami osłabłe, a jednak silne...
Silne, by zerwać z przeszłością minioną –
I w nowej stronie poszukać schronienia...
Z minionem związując myśl zasmuconą,
Witamy radośnie Statuę Wyzwolenia.
Gen. Stewart 21.2.1952
O R. i I.W.
Z cyklu – "Sylwetki"
Szanowni DP!
Wierzajcie mi –
Aż mi się ckni,
A nawet mdli –
Darujcie mi...
*****
Ona Niemeczka,
Przy tem dzieweczka –
Dodać pół loczka
I blondyneczka...
Wielka aspiracja –
Party i kolacja –
Krzyk i egzaltacja,
Jej jedyna racja...
Głosik führera,
Lecz jednak zdziera,
A przy tem sknera
I wielka cholera...
I proste jak stół,
Że nie zwykły jest muł,
Co osła jest pół,
Lecz cały jest... wół!!!...
On jest z Galicji
Z c. k. prowincji –
– I z żony racji,
Austryjackiej nacji...
Wariata głowa –
Mowa miodowa –
Sylwetka gotowa...
Łapeć domowy,
Do posług gotowy –
Plotkarz wzorowy,
Poza tym jest zdrowy...
Raczej głoduje –
Auto kupuje –
Zazdrością się truje
Telewizję studiuje...
Dobrodziejstwa wzór –
Niech zdusi go mór –
Od pewnych pór,
Zwany jest... wór!!!...
Chicago 27.6.1952
O R.W.
Z cyklu – "Sylwetki"
Plotkarska nowina – Bajka się zaczyna –
Historia nieprawdziwa, ale możliwa...
***
Historia się zaczyna, gdy w wieczór lipcowy,
Wpadł raz do pokoju plotkarz zawodowy.
Od progu już wołał: Pawiany! – Nowina!
Worowa porodzi Worowi syna!...
Wywołał poruszenie w statecznej gromadzie –
Ten i ów się podrapał po czerwonym zadzie,
Potem dając upust ludzkiej ciekawości,
Zapragnęli poznać szczegóły nowości.
Obsiadły Pawiany dostojnie kanapy,
Napełnili szklaneczki i zatarli łapy. –
No opowiadaj szczegóły – udzielono głosu –
Opuszczaj niepotrzebne, oraz bez patosu.
Skąd wiesz, że nie córkę, a właśnie syna,
Albo czy nie dwoje, oraz... czyja wina...
A przede wszystkim wiadomości źródło,
Aby nie wyszło paskudne pudło...
Doceniając plotkarską ważność informacji,
Plotkarz popił piwa – Mam sto procent racji –
Od samego Wora wiadomość pochodzi,
A że podsłuchana, nikomu nie szkodzi...
Otóż dzisiaj rano, oliwiąc maszyny,
Usłyszałem rozmowę – więc nie ma w tym winy –
Rozmawiał Wor z kolegą fabrycznym
I mówił coś o stanie krytycznym...
Żonę też wymieniono w trakcie rozmowy,
Poruszając również case samochodowy –
Wszystkiego nie dosłyszałem – przyznaję niestety
Lecz gdy w rozmowie wymienia się kobiety,
Gdy o krytycznym stanie ktoś wspomina,
Dla domyślnego jasna przyczyna...
Do tego dodajcie wzmianki o aucie,
A jeśli nie wierzycie dalej uparcie,
Powiem wam, na czem gruntuje się nowina –
Słyszałem kilka razy również słowo:... syna...
Pawiany dostojne wszystkiego wysłuchały,
Z emocji biedne pośladki podrapały,
Lecz, że doświadczeń zebrały bez liku,
Postanowiły omówić rzecz przy kielichu –
I "Christian Brothers" zaczynając sączyć,
Poczęli przyjemne z rozumnem łączyć...
Jeden poszedł sprawdzić, czy prawdziwa nowina,
A reszta zaczęła zaopatrzać syna...
Przynieśli papieru, atrament i pióro –
I krótko mówiąc założyli biuro...
Pisali na liście potrzeby aplegierka –
Pieluchy i nocnik – ze smoczkiem manierka...
Z uwagi zaś na obciążenie dziedziczne rodziny,
Uznali konieczność różnej witaminy...
A że ojciec "dobrodziej", więc jasna przyczyna,
Że tym większa jest hojność dla jego syna –
I właśnie pisali: "ubranko na święto",
Gdy wrócił posłany z miną skwaśniętą...
Najpierw za kołnierz wyrzucił plotkarza –
Na przyszłość niech lepiej kolega uważa...
A potem zdając raport ze swego zadania,
Popił – i przystąpił do opowiadania:
Otóż wygląda wszystko inaczej –
I mniej przyjemnie... Niemiło raczej...
Bo posłyszany urywek rozmowy,
o prawda, że Wor mówił o czasie krytycznym,
Lecz było to raczej krokiem politycznym...
Gdy mowa zaś była o samochodzie,
Nie dowodzi to niczego o przyszłym porodzie...
A żona – w tym wypadku też strona bierna,
Chociaż to dla niej... dwudziestka była potrzebna
A ostatni fundament plotkarza nowiny,
Było konkluzją współrozmówcy, w sensie... takie syny...
***
Morał zaś z tego już sami chwycicie –
Oddajcie pieniądze, jeśli pożyczycie...
A poza tem strzeżcie się takiej nowiny,
Z której się wychodzi jako... sukinsyny...
Chicago 27.6.1952.
List nie otwarty, a wprost przeciwnie...
jak najbardziej zamknięty...
Drogi Stasinku – Szanowny Kolego! –
Suprze z przypadku – a z reszty... lebiego!...
Przy ostatnim widzeniu była o tem mowa,
Że wkrótce ma nastąpić wizyta nowa.
Do tej pory Cię nie ma, a więc w podnieceniu,
Myślę mimo woli o strasznym wydarzeniu...
Może zdarzył się jakiś accident drogowy –
Trzask! – prask! – i Stasio już trupek gotowy...
Może jakiś wypadek uliczny –
I Stasio nieborak już jest trupek śliczny...
I powiem Ci szczerze, że miałem dreszcze,
Gdy pomyślałem, co spotkać mogło Cię jeszcze...
Biorąc zaś pod uwagę przyjazd "Pulpeta" ,
Zgaduję, że winę ponosi... kobieta...
Lecz nie zmienia to także faktu prostego,
Że spotkać Cię mogło również coś złego –
Bo może Twe prącie zbyt nakrochmalane,
W ekstazie miłosnej zostało złamane?..
Może pypeć wyskoczył Ci na podniebieniu,
Gdyś się rozglądał po jej przyrodzeniu?..
a może przypadek zachodzi nieliczny,
I nastąpił przykry skurcz maciczny?..
I teraz Tomek ze śmiechu kona,
Jaki Stasio jest śmieszny bez swego ogona!...
A może straciłeś swą siłę witalną,
Zniszczoną przez siłę jej... seksualną?..
Może Twój nabiał okazał się zbukiem –
I pęknął przy użyciu ze smrodem i hukiem?..
A Ty przeżywając impotencji mękę,
Chciałeś być mężczyzną i... zwichnąłeś rękę?..
A może w miłości zawiodłeś rachuby,
Stając się powodem swojej własnej zguby?..
I może twarz Ci opuchła od okładów ręki,
Za to żeś w tym miejscu okazał się miękki?..
Lecz dość tego – i tak pojmiesz już moje strapienie
Powstałe z powodu Twojego milczenia. –
List kończąc zawsze się coś życzy –
Robię to także i życzę:... co krzyczy!...
Pozdrawiając "Pulpeta" Ciebie i Tomka,
"Kreśli się" i "z pozdrowieniem" od twego
"ziomka"...
P.S.
Skończywszy zaś pisać swoje pornografie,
Pytam się: Lebiego! – Gdzie są fotografie?...
Chicago 15.7.1952
Di-Pi!... Czy wiesz przyjacielu co słowo to znaczy? –
Ile w nim poniewierki, tęsknoty, rozpaczy...
Pamiętaj że zanim zdobyto to miano,
Wiele stracono i przebolano...
Di-Pi, to historia hańby XX wieku
To prawie bajka – okropnie prawdziwa – o człowieku!
O człowieku, co tracił swoje człowieczeństwo
Przez egoizm innych, teorię i szaleństwo –
Również wolności skarb został mu wydarty,
Dając w zamian... świstek niemieckiej "kenkarty"
Lecz i to zbyt wiele dla tego co "zerem"
Zastąpiono więc papier: blaszką i numerem...
(Numery przecież łatwiej wykreślić z kartoteki,
Gdy który przypadkiem zamknął powieki...)
z upadkiem "herrenvolku" przyszła nowa era
I... literami poznaczono "zera"...
I tak już zostało na wieczną pamiątkę,
Że w rubryce: "człowiek" – stawiano... pieczątkę!
Zapomniano o krzywdzie, cierpieniu i przelanej krwi
I własnej hańbie: mej nazwy Di-Pi!...
Dziś litery zastąpiono znów marką nową,
Lecz... Sens jest ważny – nie nazwa czy słowo –
Sens zaś pozostał ciągle ten sam,
Że "displaced person" jestem!... Tak tu, jak i tam!...
Litości jednak nie chcę, ani o nic proszę –
Jestem Di-Pi! – i z dumą to znoszę!!!...
Chicago 14.1.1953
VIVAT
GŁUPOTA
Fraszka
Wiele przeżyłem i wiele widziałem,
Lecz oczy przetarłem, gdy tu przyjechałem –
Worek głupoty zebrany razem,
Jest najlepszym stosunków tutejszych obrazem –
Jak to być może – dumałem wiele,
Aż odpowiedź najprostszą dali przyjaciele:
W stosunkach ludzkich jest jedna zasada,
O której jednak głośno mówić nie wypada,
Że rozum trzeba tępić, a głupich popierać –
To pomaga żyć lekko i... dolary zbierać!!!...
Chicago 1.1.1953
SAMOCHODOWA
KONCEPCJA PRACY
Fraszka
Amerykańskiego kolegę z tak zwanej tu shop'y
Pytał głupi Dipis, co przybył z Europy:
"Czy car'e masz kolego, oraz w jakim celu?"
"Sure, że mam – do pracy nią jeżdżę przyjacielu"
"Aaa! – A po co pracujesz zechciej wytłumaczyć"
"Przecież to jasne – By car'e zapłacić" !!!...
Chicago 1.1.1953
STRAGAN
RADIOWY
Fraszka
Szumne słowa – Wielkie krzyki –
Wiele reklam – Coś muzyki –
Stragan? – Giełda? – Dom handlowy? –
Nie! – To program nasz radiowy...
Chicago 28.1.1953
"DOKOŁA"
PANIE MACIEJU...
Fraszka
Włączasz radio z rana:
Oberek... Poleczka... Reklama...
W południe przyjemność ta sama:
Oberek... Poleczka... Reklama...
A wieczór? – Ooo! – Zupełna zmiana:
Poleczka!!!... Oberek!!!... Reklama!!!...
Zapytuję kierowników stacji:
Do cholery! – Gdzie biuro reklamacji?
Chicago 28.1.1953
"SZNUR
PEREŁ RADIOWYCH"
Fraszka
"Panie i Panowie!" – "Emigracja
nowa!"
"Bargen!..." "Okazja!..." – "To są szczere
słowa!..."
"Wielka zniżka!..." – "Możliwość jedyna!..."
"Dla matki i ojca!..." – "Dla córki i syna!..."
"Idź zaraz!..." – "Lub jutro!..." "Można też
wieczorem"
"Zachwycisz się taniością!..." – "Wyborem!...
Kolorem!..."
"Kup to i owo!..." – "Lub obejrzeć proszę!.."
"................................................."
Zamykam radio – Natrętów nie znoszę!!!...
Chicago 28.1.1953
JEDNYM
TCHEM...
Fraszka
Szanowni Słuchacze! – W audycji o kulturze...
Pół płyty Chopina! – Oraz w jednej dziurze,
Zjeść można dobrze! – Podumać o polskości...
Dostaniecie tam także "sztukamięs" od kości...
Zanim zaś o bohaterstwie powiemy i śmierci,
Wspomnimy wam o kiełbasie na funty i ćwierci!
A teraz deklamacja: Naród i męczeństwo –
Pamiętajcie jednak: Bargen ma pierwszeństwo!
Na zakończenie przepiękny chorał...
A jutro? – Będzie tak samo jak było wczoraj...
Chicago 28.1.1953
NASI
ANONSERZY
Fraszka
Jeden mówi dość dobrą polszczyzną,
Lecz... Czuć go płycizną...
Drugi przypomina wciąż "memento mori"
Lub... Gardło go boli...
Głosem sierżanta przemawia trzeci,
Może... Nie umie lepiej...
Inna miele językiem jakoby maszyna,
Charakter... To nie wina...
Jeszcze ktoś przekupki udaje maniery –
I... Języka felery...
Inny znowu gładki, choć nie zna przyczyny –
Fuj! – Od wazeliny...
Masz wreszcie dosyć "kultury" radiowej –
I czekasz: Czuwarowej...
Chicago 28.1.1953
OBIECUJĘ
POPRAWĘ
Fraszka
Anonserzy radiowi i reklam krzykacze,
Ja wiem, że nie ja, a wy rację macie!
To warunki specyficzne nakreśliły ramy,
W które wy zamykacie radiowe programy –
Należy iść naprzód – Przyjąć sposób nowy:
Audycji a la Polonia, plus sos reklamowy...
I przyrzekam to uroczyście! – Dopomogą mi święci!
Postaram się także stępieć...
Jak inni klienci...
Chicago 28.1.1953
PROPOZYCJA
REKLAMY
Fraszka
Licząc ogłoszenia radiowe, oraz ich rodzaje,
Uważam, że są niekompletne i czegoś nie staje
Proponuję więc "szlagier" – projekt całkiem nowy:
Reklamę wygodnych trumien przez dom pogrzebowy!...
Chicago 29.1.1953
KADZIDLANE
DYMY
Fraszka
Gdy słucham Polonii radiowych audycji,
Podziwiam ile narodowych w nich "siedzi" tradycji,
Pan X-ks chwali Z-eta, a ten znów Y-greka –
Y-grek zaś z kolei innego człowieka.
Ten inny znów komuś kadzidło zapali,
Aż wreszcie ten ostatni X-ksa znów pochwali...
W ten sposób krąg się zamknie bez zgrzytów szczęśliwie
I wszyscy są pochwaleni na społecznej niwie.
A szary ogół w zachwycie oniemiały,
Podziwia zasłużonych i zazdrości... sławy.
Chicago 29.1.1953
Od czasu jak usłyszałem nagrodzoną nowelę,
Przyznaję szczerze, że biedzę się wiele –
I ćwiekiem wciąż siedzi mi w głowie,
Co mi "Wesoła Fala" odpowie.
Otóż ze względu na słuchowe defekty,
Straciłem największe noweli efekty –
To nastręcza mi wiele poważnych wątpliwości,
Na temat literackich noweli wartości.
Rzecz to oczywiście jest do wyjaśnienia,
Przez krótkie pytanie na temat zagadnienia:
Co i z czego wyjął, oraz w jakim stanie –
Niemiły podróżny, co ohydnie kłamie...
Gdy robię bowiem pierwsze założenie,
Co wyjął i z czego – ogarnia mnie zgorszenie –
I wtedy wytłumaczyć mi nikt nie potrafi,
Że nowela nie należy do działu pornografii...
Przy założeniu drugim sprawa się zmieni –
I nie jest ważne choć ktoś się zarumieni,
Bo uważam, że kalesony jeżeli są bez dziury,
To należą bezwzględnie do literatury...
Tu jednak rodzi się problem znów nowy,
Czy wygląd ich jest nieskazitelny, czy raczej... chmmm... kolorowy...
Gdyż w tym wypadku zamiast do noweli,
Nadają się raczej – moim zdaniem – do... kąpieli...
Na czas zaś prania proponuję szelki,
Z czego pożytek dwojaki jest i wielki
Po pierwsze: w noweli kalesonom dotrzymują kroku,
A potem mogą służyć do... wyroku...
Ewentualnie rolę też spełni pasek ze skóry,
Zdarty z grzbietu sędziów kalesonowej literatury!
Chicago 29.1.1953
KOMICZNA
PRAWDA
Fraszka
Powody sytuacji ludzkości tragicznej,
Tkwią w prawdzie, jak gwiazdy w niebie –
Zamiast prawdy bronić, świat w próbie komicznej
Prawdą chce obronić... siebie!...
Chicago 30.1.1953
Ludzie! Ludzie! Dokąd idziecie?
Dokąd was niosą pychy skrzydła rozpostarte?
Popatrzcie na zysków waszych śmiecie,
Oceńcie co ideały wasze warte! –
Propaganda i slogany pustym hasłem,
Przykrywacie trędowatą duszy ohydę –
Kupczycie świętością, jak serem, czy masłem,
Goniąc diabelską jakąś szczęścia zwidę! –
Zmieniacie sztandary jeśli nie kolory –
Stare skrwawione stawiając w magazynie –
A nowe płachty, oraz ich walory,
Wiodą następnych, aż... chorąży zginie! –
Sztuczny entuzjazm i zapał robiony,
Paradny marsz, harmider orkiestry –
Mają ożywić świata trup skrwawiony,
Do nowej diabelskiej zaprosić go sjesty! –
Występek skrywacie wstydliwie w archiwach –
Wzruszeniem ramion kwitujecie bóle –
I głupio zaślepieni w waszych złudnych siłach,
Nowych stos ofiar ślecie na kule! –
Ludzie! Ludzie! Dokąd idziecie? –
Czyście ślepi, czy tak silne czary?
Albo... może w wędrówce waszej po świecie,
Brak wam miłości, siły i wiary?!...
Chicago 30.1.1953
W TRZECIĄ
ROCZNICĘ...
Poświęcone: L.
Wyobrażam sobie, jak odkrycie moje zoologów poruszy –
Znalazłem "Królika", co ma małe, zupełnie małe uszy!!!...
Chicago 1.2.1953
Wyjeżdżając, straciłem awansów możliwości w Grupie,
Zyskałem za to awans, że mam Grupę w d...!
Jadąc własnym wozem, choć nie Volkswagenem,
Fantazjuję, żem chif' em – nie zwykłym wardenem –
Za to jestem wolny, co też jest awansem,
I wolę to po stokroć jak być... ordynansem...
Przeto jadąc na spacer słowa w rymy złożę:
Awansowałem, nie łapiąc kundli na... obroże!!!...
Chicago 23.4.1953
Koledzy!
Posyłając Wam paczkę, o zawartości chcę powiedzieć słowo:
Otóż jest to dowód jak tutaj "morowo"!..
Ta zawartość – po zapachu odgadnąć nietrudno –
To made in USA... dipisowskie g...!
Autentyczność zbadajcie przez byle hycla z Grupy,
Doktora z łaski administracji, co ma rym do zupy...
Następnie zawartość w wodę niech ktoś wsypie,
By wypić "na zdrowie" na superskiej stypie...
***
Jeśli zaś chodzi o naczynie z kształtu osobliwe,
Nie odgadniecie czem ono – mózgi zbyt leniwe –
Przeto wyjaśnię z jakim ślę je celem,
Nie byłbym inaczej Waszym przyjacielem.
Otóż, uzupełniając magazyn wardena Warkocza,
Posyłam Mu ten przedmiot, do indent przeocza –
Jest to urna dla superów umarłych chowania,
A nie jak Wy myślicie do... sr... i szcz...!
Urnę przechować należy z troską w magazynie,
Do czasu, aż ktoś z "wielkich" swą kitę wywinie –
Wtedy delikwenta w pobliskim Neugamme
Spalicie na popiół w krematorium Flamme...
(Nie stawiam również żadnej ku temu przeszkody,
Aby żywcem ich spalić jak węgiel, czy kłody – )
Następnie popioły w urnę wsypane,
Będą w połowie jakby pochowane –
Zakopcie wtedy urnę przed messą angielską,
Czem sprawicie dla zmarłych przyjemność anielską...
Na grobie posadźcie patyk drzewa garbaty,
Można również menażkę, ale żadne kwiaty.
W ten sposób spełnicie, co do Was należy
I cześć oddacie temu (czytaj: g...), co pod drzewkiem leży
Cel zaś tego – chyba wszyscy zgadnąć mogą:
Nie szanowali ich ludzie ręką –
Niech psy szanują... nogą!!!...
Chicago 23.4.1953
Grzeczny Józio – miłe chłopie,
Ma czuprynę jak konopie...
Grzeczny Józio – chłop morowy,
Buty nosi jak karbowy...
Grzeczny Józio – chłop bajeczny,
Lecz – w gadaniu niebezpieczny...
Grzeczny Józio – nie pobity,
Taki strasznie pracowity...
Grzeczny Józio – chłop jest chętny,
W angielszczyźnie ma talenty...
Grzeczny Józio – mówi wiele,
Robią za to – przyjaciele...
Grzeczny Józio – jest rozmowny,
Bardzo za to jest niesłowny...
Grzeczny Józio – ma ideje,
Z których każdy z nas się śmieje...
Grzeczny Józio – jak na złość,
W swoim członku nosi kość...
Grzeczny Józio – kością w dupkę,
Za dolarów większą kupkę...
Chicago 20.11.1953
"Krawiec tak kraje, jak materii staje...",
Mówi stara znana przypowieść,
A "Dziennik" baje jak mu wiedzy staje,
"W służbie czytelnika", pisząc taką powieść:
Był Francuz o nazwisku Foch' a,
Zwycięzca pierwszej wojny i Polski Marszałek,
Lecz sławę swą sprzykrzył i poszedł do "bosza",
bo tak chciał "Chicagowski" – nasz słodki migdałek.
Lecz zrobił feler Marszałek Francji,
Dziennika o swej śmierci zawiadomić nie kazał
W karze więc słusznej za szczyt ignorancji
Dziennik Marszałka na więzienie skazał... !
W zakończeniu sentencja taka:
Korespondent i korektor –
Marsz do powszechniaka!!!
Chicago 2.2.1954
Na marginesie święta matek
chcę powiedzieć słowo –
W Polsce Matkę czciliśmy na "co dzień",
a z wychowaniem też było
wzorowo...
Chicago 9.5.1954
PRZY
NIEDZIELI OD ANIELI BRZUCH BOLELI...
(Poświęcam Anieli Mikułównie)
W piątek, świątek i niedziele,
Podziwiamy wciąż – Anielę –
Wiersze pisze niestrudzenie,
Zarabiając na zbawienie –
Muzy wciąż ją prześladują,
Jednak rymy jej "zezują"!
Za pokutę wiersze czytam
I o koniec kary pytam,
Przekazuje swoje troski,
Pod adresem: Chicagowski...
Nawiasem jeszcze dodam – "Przecie"
Są inne zawody, przystojnej kobiecie,
Można dzieci niańczyć, można też gotować,
Ale proszę, bardzo proszę, przestać już rymować!
Eszet.
Chicago 10.5.1954
"ARTYŚCI"
Na marginesie krytyki L. Ch.
Słusznie napisał kolega Chobot,
Że z "artystami" mamy wciąż kłopot...
Każdemu wolno piórem, albo pędzlem machać,
I nam gawiedzi wolno także... płakać!..
Dla dobra więc ogółu, gdy zawodzi talent,
Proponuję zydel i garnek, jako... ekwiwalent!...
Chicago 11.5.1954
Dziennik Chicagowski –
"rozsiewnik" kultury,
Pisze artykuły,
ale często "bzdury"...
Chicago 12.5.1954
Londyn, Chicago – stara rana,
"Bigosować", "Rozsiekać" – sprawa znana
Vivat tradycja – Vivat swoboda –
I tylko Polski, Polski mi szkoda...
Stare veto – nie ma zgody!
Obojętne są powody –
A odpowiedź na to jedna:
Biedna Polska! Biedna! Biedna!
Chicago 12.5.1954
NARODOWA
POTRAWA
Na marginesie meczu: Rozmarek contra Pluzdrak...
Pluzdrak z Rozmarkiem,
Rozmarek z Pluzdrakiem,
Narodową potrawę,
Gotują ze smakiem...
Co jeden popieprzy,
To drugi posoli,
A my zgody głodni
I... głowa nas boli!...
Chicago 12.5.1954
Naród w niewoli –
Emigracja rozbita –
Kogoś to boli –
Vivat władza! Kwita!
Chicago 12.5.1954
Naród czeka – wyzwolenia,
Emigracja – zjednoczenia,
Lecz w Londynie w swym uporze,
Pozostają wciąż w... "roztworze"...
Ciągle "kwasy" o "zasady"
Są powodem nowej zwady –
Wniosek prosty konsekwencją,
Zjednoczenie jest... "esencją"...
Chicago 12.5.1954
Ex ministrowie, – historii głazy!
W tym, co chcę powiedzieć
Nie będzie obrazy –
Ot – uwagi płaskie, godne Stańczyka:
Racja stanu – przyjaciół
To polska polityka! –
A skutek tego bywa ponury:
Oni zwyciężają,
My w zamian – w skórze mamy dziury...
Przykłady bowiem uczą mnie niezbicie
Że Polska,
W rosyjsko-niemieckiej wiruje orbicie...
Stąd paradoks tragiczny czasami wynika,
Że "racja stanu" przebywa,
W obozie przeciwnika...
Vivat zwycięstwo – wygrali alianci! –
W Polsce w konsekwencji,
Siedzą okupanci...
A w przyszłej rozgrywce? – Dzwonki dzwonią mi ponuro:
Zwycięstwo aliantów
Polską chcą okupić skórą...
"Za wolność naszą i waszą" – piękne hasła,
A moje dzwonki dzwonią:
Z tej serwatki nie zrobicie masła...
Za naszą wolność – oczywiście! –
Za innych – niech się inni biją,
Bo w historii nie polegli znaczą,
Lecz ci – którzy żyją!...
Chicago 17.5.1954
Wiedeń – Samossiera – Cassino –
Brzmi żołnierska sława! –
Lecz ciężkie, odurzające to wino,
A rachunki płaci... Warszawa!...
Grunwald – Psie pole – Wisły Cud –
Hetmańska błyska buława! –
Płynie stary polski miód,
Zyskuje zaś... Warszawa!...
Chicago 17.5.1954
RECENZJA (z akademii Monte Cassino)
W programie podali,
Lecz nie dotrzymali –
Względy finansowe,
Skasowały mowę –
Przyszła ludzi kupa,
Ukazała się... Postać nowa
Do wiadomości podała,
Że granda się stała –
A ludzie gadali,
Że ich wykiwali –
I prawda niezbita,
Zrobiła się lipa!...
Chicago 1.6.1954
TRZY
OBRAZKI Z JEDNEGO ŻYCIA
Satyra na kanwie zajścia u Lenarda
I
Pił, tańczył, ochoczy zabawy,
Żegnał przyjaciół, w mundur już ubrany
Na zwycięstwo, na powrót pełny chwały –
Nie wiedział – że był już skazany...
II
Wrócił kaleką ślepym z kikutami
Bezbronny w życiu, pełny jednak jeszcze złud
I przyszedł do was – zatęsknił za wami,
A przyjaciele sprawili cud...
III
Tuszem orkiestry przyjęli weterana,
Pomocną podali mu dłoń –
W kole przyjaciół zgoiła się rana,
Do walki z tragedią dali mu broń...
Chicago 8.6.1954
MUZA W
SOSIE POMIDOROWYM
Na marginesie zajścia w restauracji Lenardów
Dosiadłszy raz Pegaza,
Chciałem wleźć w obłoki –
Skończyłem niebawem wzloty,
Na ave. – na Milwaukee –
Zjadłem Lenarda w potrawce
I potrawkę w kurze,
Wysłuchując opowieści,
O jednej awanturze –
Wróciłem do domu
Z brzuchem pełnym dylematu
O harmonii orkiestry,
Przy użyciu taktu!!!...
Chicago 8.6.1954
Tym wszystkim, co wszelkimi siłami,
Uparli się być poetami –
I wyłażąc wprost ze skóry,
Pchają się do literatury;
Receptę daję na pisanie wiersza:
Otóż reguła zasadnicza i pierwsza –
To zapuszczona broda i zwichrzone włosy,
Nie palić cygar, lecz fajkę, albo papierosy –
Brudną koszulę przewiązać wstążeczką
I jadać śledzia nożem, albo też łyżeczką...
Następnie rolka papieru, pióro, kałamarze –
I już można pisać, co natchnienie każe.
Jak zacząć? – Bardzo prosto – Np. dłubnij w nosie
Znajdziesz tam zaraz prosty rym do prosię –
A z tego... Poemat już zrobisz cały,
Szynkę, kiełbasy i inne wiktuały...
Gdy zaś skojarzysz kieliszek z niezabudką,
Zakropisz te specjały koniakiem, czy wódką –
Wreszcie spać pójdziesz, a nim doba minie,
Dokończysz swój wierszyk w najbliższej...
Pestka jest w cytrynie...
Od tej pory skończysz z piśmiennictwem,
Zajmując się raczej saloonem, czy rzeźnictwem –
Wynosząc przy tem z próby pełne przeświadczenie,
Że poetyckie twe aspiracje, to jakieś zamroczenie
I że żadne recepty ni rymami wzdęcie,
Nie pomoże – gdy zbywa na... talencie!..
Chicago 8.6.1954
Pierwszego sierpnia, o piątej godzinie,
Zaterkotały salwami ulice –
Brzmi "Warszawianka" – Niech przemoc zginie!
W twierdze zamieniono kamienice...
Mężczyźni, kobiety, nawet dzieci małe
Wszyscy poszli na zew
O wolność walczyć – O poległych chwale –
I świszczą kule – I płynie krew...
Na czołgów pancerze, na działa –
My z granatami – Bezbronni –
Barykadą były nasze własne ciała
I bronią słabi – Duchem niezłomni!
"Za was i za nas"
Za wolność i honor poszliśmy w bój
Lecz zdrady nadszedł czas
Na próżno był nasz krwawy znój.
Ze Wschodu krzyczeli, że faszystów gromada –
Z Londynu przysłano nam chorał...
Obojętna dla świata nasza zagłada
Gdy Niemiec nam miasto bombami orał...
Dymy pogorzeli zasnuły ruiny...
Stare Miasto... Żoliborz... Mokotów...
A krew żołnierza i małej dzieciny,
To wynik Stuka'sa sępich lotów.
Zabrakło nam amunicji i broni
I padlim gdy przeszło dni sześćdziesiąt i trzy –
Laury nosimy dzisiaj na skroni,
A hańbę noszą inni – nie my!..
Z pieśnią "Warszawianki" wybuchło powstanie!
.............................................................
Z "Dymem Pożarów" było skonanie...
.............................................................
Chicago 2.8.1954
POLITYCZNIE
APOLITYNIE
Satyra na marginesie stosunków w kole SPK "Wierność Żołnierska"
Dla miłych kolegów, jeszcze milszych gości,
Przesyłam tę satyrę w przystępie szczerości –
Będzie to historia naszej gromady,
Zrzeszonej jako skutek politycznej zwady –
Fakty znacie wszyscy – oczywiście!
Mówię przecież o otwartym liście...
Sprawę tą każdy dobrze zna,
Byli więc wierni i byle grupa zła...
A skutek: są dwa SPK...
Lecz w grupie "wiernej" – nim rok zarządu minie,
Wcale nie wykluczam – trzecia się rozwinie!..
Tu robię przerwę, by zapoznać gości,
Z Zarządem kochanej naszej Wierności –
Choć kręcili kaduceuszem – cieszyli się władzą,
Na dzisiejszy wieczór, mnie pierwszeństwo dadzą!
I już widzę jak im serce tyka,
Na to przedstawienie, piórem satyryka.
Będzie to korowód jak w szopce w Betlejem
I choć ktoś się pozłości, my się uśmiejem –
Śmiech to zdrowie – nic nie szkodzi,
Na scenę prezes – Cichopek wchodzi...
On to dokonał apolitycznej sanacji
I dla tej zasługi, czy też z innej racji,
A także dla uciechy zaproszonych gości,
Dyktatorem chce zostać naszej Wierności!..
Zaraz za nim postępuje w ślady,
Doktor – politycznej pełny swady,
Co z uczucia do Wierności
Chce ją przywieść do Wolności!..
Sekunduje pierwszym dwum,
Trzeci – polityczny obu kum –
Kto to? – To wróg Czarnogłowej,
Z miłości poczętej na fali radiowej...
Gdy jest pod gazem, wesoły gość,
A jak mnie złapie – złamie mi kość –
To wróg salesmenów i pana Rozmarka,
To ten, co teraz parska i warka...
Więc choć ma ochotę, by nie mogli mnie dostać,
Schowam się za następną przedstawioną postać –
To żołnierz z przypadku, to znaczy z AK –
Sekretarza naszego każdy przecież zna,
Skłodowski – to prawie Curie – Odkrył raka
Politycznego – Dostanie order, lub kopniaka,
Bo uprawia reisling w Kole, lecz w razie upadku,
Po apolitycznym oberwie pośladku!...
Niewesoły jest także nasz drugi sekretarz,
I mruczy: Po co tu wlazłem? – Boże mnie nie każ! –
Ten tam co frasunek nosi na twarzy,
Co ciągle coś liczy, w umyśle coś waży,
Co w księgach grzebie paluchem brudnym,
Trudni się u nas fachem paskudnym –
To skarbnik Koła – Ściąga składki –
Uciekajcie miłe dziatki!...
A teraz mili goście, dla dalszego przeglądu,
Wchodzą na scenę następni członkowie Zarządu!
Na przedzie kobieta – Me piórko robi kleks –
"Słusznie powiedział Prezes – Miał rację – Tak jest"
–
A następny – O, na pewno przyznacie mi rację,
Że tak samo uważa... lecz spóźnioną ma reakcję...
Ten trzeci – to społecznik zawodowy –
Ciągle jakiś projekt nowy –
Sypie nimi jak z rękawa,
Czeka go na pewno sława!..
Doktor znowu w korowodzie –
W legalizmie on na przodzie,
A że wielki legalista,
Na robotę wszelką... śwista!..
Ten następny – Biedaczysko!
Już przewidział dawno wszystko,
Spać nie może – żonę męczy –
W politycznej tkwiąc obręczy!
Na zebrania też nie chodzi,
Lecz nie szkodzi – to nie szkodzi!...
Inżyniera także mamy,
On jest z imprez dobrze znany –
Człowiek zresztą to spokojny,
Politycznej nie zna wojny!..
Skończyłem obecnie Zarządu przedstawienie,
Chcę jednak dodać jeszcze wyjaśnienie.
Otóż sens tej satyry jest oczywisty,
W apolityczność naszą, wlazł duch nieczysty! –
Kręci i mąci, mąci i burzy,
Być może nawet... na awans zasłuży!..
Dziś wieczornica, a jutro zebranie,
Dzisiaj zabawa, jutro polityczne pranie!..
Ktoś będzie krzyczał – teraz to już wiemy –
Kto to? – Tego nie powiemy...
Ktoś inny ma monopol na przewodniczenie,
Widocznie też w nadziei na jakieś odznaczenie!..
Krótko mówiąc, historia Koła, zaczęta apolitycznie,
Wygląda dzisiaj tragi-komicznie...
Fraszkę piszę – Fraszka boli? –
Dzisiaj wieczór jest swawoli!..
I nic nie pomoże, że czoło ktoś chmurzy,
W przeczuciu jutrzejszej politycznej burzy...
Nie martwi mnie także, mina jak skazańca,
Politycznej tanecznicy naszego Bogdańca!..
Dziś wieczór zabawy – Bawmy się wesoło,
Być może, że jutro.. rozleci się Koło!..
A na widownię wystąpi członek nowy,
Dotychczas zapomniany... nasz pogrzebowy!...
Lecz dziś zabawa – Bawmy się wesoło –
Być może już jutro... nowe będzie Koło!!!...
P.S.
W "postscriptum" jeszcze dwa słowa: –
Osoba moja do dyspozycji gotowa –
I jeśli ktoś dotknięty z racji moich kpinek,
Wyzywam na koniak, lub wisky pojedynek! –
Kto jestem? – Zaspakajam ciekawość gości: –
Apolityczny członek Wierności!...
Chicago 15.10.1954
Drogi Państwo – wszyscy wieci,
Jak nidobrze jest na świeci!
A ja batiar myśli sobi
I w sekreci powim Tobi,
Że jak wojnę zrobią znów
To znów ujrzym – Ta joj, Lwów!
Więc czym gorzej jest na świeci
Dla mni jaśnij słonko świeci –
Drogi Państwo! – Dobrodzieji!
Jest nidobrze? – Ja si śmieji!!!
Pana Untenbauma,
Pytał Aprikozenkranz –
Czemu pies si kręci
Gryząc własny szwanc...
– Ludziom na naukę
Przykład dał nasz Bóg:
Tak wigląda "Londyn"
Gdzie brat bratu wróg.
Chicago 25.2.1955
Anatomiczne poznałem kiedyś twierdzenia;
Że głową się myśli, a spodnie służą do siedzenia!..
Ja obserwację zrobiłem, co twierdzenie skruszy:
Obojętnie czem myślisz – głowy są dla... kapeluszy!..
Chicago 25.2.1955
Panie Adamowski – za Pana mi sorry,
Pan przegrał paskudnie ostatnie wybory! –
Lecz błędów Pan narobił także co niemiara,
Za to spotkała Pana słuszna bardzo kara.
Pan liczył na Polonię, a z jakiej to racji
Nie zrobił Pan przedtem klasyfikacji!
Czy uderzył Pan czołem, jak obyczaje wskazują,
Tym bossom, co tutaj dożywotnio królują? –
Pan miał ambicję, a któż to jej nie ma,
Z tym w naszym gronie pogodzić się trzeba!
Pan jest uczciwy – Oj! Po co się tak chwalić,
Jeszcze przypadkiem mogą Pana zabić.
Dlaczego jest Pan Benem – Lepiej być Bennonim,
To jest na Polonii powodzeń synonim. –
Dlaczego Adamowski, czy nie lepiej Adams,
Spotka za to Pana na Milwaukee awans!..
Dlaczego bez obietnic szedł pan na wybory? –
Tu każdy bajki plecie – To są stałe wzory!..
A gdzie dzieci gromada jak u kontrpartnera? –
To argument co chwyta tego co wybiera! –
Sześćset tysięcy Polaków liczy Chicago –
Pan sam się przekonał, jaka to jest blaga!
Sześćset tysięcy mówi statystyka –
Pan wykazał naiwność niegodną polityka! –
Pan chciał w szkołach uczyć polskie dzieci –
A kto będzie wg Pana od sprzątania śmieci?!..
Pan twierdził na majora mieć kwalifikacje? –
A uzyskał Pan na to bossów indorsacje?!..
Kto napisał Panu, że Pana popiera! –
Och! – Panie Adamowski – na śmiech mi się zbiera!
Błędów Pan narobił – Chyba Pan to widzi? –
I jestem przekonany, że Pan już się wstydzi!..
Lecz błąd największy, za który Pana winię,
Za wyborców Pan uważał – owieczki lub... że kiwnie
Ktoś tam palcem – jakiś Adamowski...
Wyborca zna się na tym... To nie Chicagowski,
Co agitował dla Pana bez najmniejszego sensu,
Bo z jakiej proszę racji – Nie było precedensu!...
Odrzuć więc Pan lepiej śmieszne aspiracje
Otwórz lepiej saloon, albo restaurację –
Popularność Pan zyska – Dolary Pan zgarnie,
Otwórz pan buczernię – albo też piekarnię...
Cake Pan wypiekaj – Sprzedawaj chops-porki
Znajdzie Pan uznanie i dolarów worki!..
Lecz jeszcze jedna uwaga, nim sklep Pan otworzy
Zapisze się Pan do organizacji, oraz... upokorzy!!.
Chicago 26.2.1955
Z jałtańskich dokumentów,
Fraszka dziś wynika:
Za obrońcę kultury
Robimy... rozbójnika!...
Chicago 16.3.1955
Jak wesoło świat si kręci,
Wszystko Jałci ku pamięci...
Atomowo... Wodorowo...
Komuś strasznu – Mi wesoło!..
Chicago 16.3.1955
Miliony Polaków Stalin deportował –
Jeszcze wiency Hitler wymordował –
A reszte... Tych co ucaleli.
Sprzydali! – Któż to – Anu – przyjacieli!
Za naszu i waszu wolność! –
Polska narodów natchnieni! –
A róbcie tak dali –
To Polska w symbol si zamieni!...
Chicago 16.3.1955
Bom...
Dzwon...
Bom... Bom...
Potężny dzwon...
Bom...
Dźwięczy ton...
Bom...Bom...
Ze wszystkich stron...
Bom... Bom... Bom...
Po nieba skłon...
Bom... Bom...
Radość i zgon...
Bom... Bom... Bom...
Chicago 10.4.1955
NIEMIECKI
ALIANT
Fraszka
W lat jeden dziesiątek –
Pa Niemców kapitulacji,
Dla uczczenia kacetowców,
Czy też z innej racji,
Przebaczono wszelkie niemieckie przewiny,
Przyjmując je do wielkiej,
Aliantów rodziny –
W ten sposób – o ironio,
W lat zaledwie kilka,
W skórze owieczki –
Oglądamy... wilka!..
Skutek z tego –
Nietrudno prorokować:
W następnym już czasie
"Alianci" – a jakże –
Też będą... mordować!!!...
Chicago 6.5.1955
Za przykładem "jedności" z polskiego Londynu,
Chicagowska Polonia dokonała wyczynu –
I w tym zapale sił jednoczenia,
Dokonała nawet... akademii podwojenia!!!
Obie akademie dobrze się udały,
Przysparzając działaczom odpowiednio sławy –
Roniono też – a jakże – łzy krokodyle...
A ja Wam powiem: granda jest i tyle!!!...
Chicago 15.5.1955
O
"MIKOŁAJKU" CO BIERZE...
Fraszka
Pan Mikołajek – polityki znawca,
Narzędzie jałtańskie – Polski wybawca,
Tragicznych czasów premier z przypadku –
Uzyskał obecnie... umorzenie podatku!...
Kwota ogromna – budzi zdziwienie –
I rodzi pytanie: jakie to nasienie
Wydało plon tak wielki u pana Ludosława?
A echo odpowie: niesława... niesława!...
Chicago 18.7.1955
O
KONFERENCJI GENEWSKIEJ
Fraszka
Konferencja genewska,
Zaczęta z wielkim trzaskiem,
Skończyła się – odwrotnie:
Po cichu, bo fiaskiem...
Przyczynę tego znajdziecie,
W celach odmiennych –
Zachodu – pokojowych,
A Wschodu – wojennych!...
Chicago 18.7.1955
ROSJA
NIEGOTOWA...
Fraszka
Z wielu przesłanek,
Prawda dziś wynika:
Rosja jeszcze niezdolna,
Pokonać przeciwnika –
Lecz w tym wypadku,
Niedocenia nas –
My jej pomożemy,
I damy na to... czas!...
Chicago 18.7.1955
"ADASRANSKIE"
REMINISCENCJE
Wesoła fraszka – o ponurej działalności
Drogie "volksgenossy"!
(Po polsku: rodacy –)
Byli dwaj działacze,
Tacy i owacy –
W kulturze chcieli robić,
Sklep założyli –
Wspólników zbierali,
Aż wreszcie... "zbańczyli"!...
***
Do gwiazd celowali,
Pod niebo lecieli,
Uznania nie zdobyli,
Za to... wierzycieli!..
***
I psioczy dziś niejeden,
Psioczy jak cholera,
Na "kulturę", "poezję",
Oraz Herr Rychtera!..
***
Lecz niestety nie cała
To historii karta,
Mam jeszcze na myśli
"Adasry" "bękarta",
Co wzniosłego używając miana
"Naciął" już członków i sieczki,
I... wykręcił siana!..
***
Co becząc kooperatywnie,
I drepcząc nogami,
Zasypuje udziałowców –
Pieniędzmi? – Nie! – Słowami!..
***
Zapisy wciąż trwają –
Informacji udziela –
Przyjaciel pierwszego przyjaciela!..
***
Adres tych placówek –
Oj, przepraszam – złamał się ołówek!..
***
Zmieniam ołówek,
Lecz znów nie wiem skąd,
Poczułem jakiś dziwny
Swąd.
Chicago 18.7.1955
SUGESTIE NA
AMNESTIE
Fraszka
Redakcja "Orląt" – Bieruta zarządzeniem,
"Obłożona" jest amnestią – pod knut zaproszeniem
A my? – Nie wrócimy – Tak długo, aż znów –
Wolna będzie Polska i wolny będzie Lwów!!!...
Chicago 30.8.1955
"ZAIWANIACZ"
Fraszka o K. I.
"Zaiwaniał" na radio,
"Zaiwaniał" u przyjacieli –
"Na radio" już nie słychać,
A pieniądze – też diabli wzięli!...
Chicago 16.8.1955
NAJLEPSZA
AUDYCJA
Fraszka o B. L.
Najlepsza audycja,
Polskich radiostacji:
Boba Lewandowskiego –
W czas... jego wakacji!...
Chicago 18.8.1955
TOWARZYSZE! – OBYWATELE! – DlPISY!
Okazja się zdarzyła:
Bezpieka emigrantom,
Więzienia otworzyła!
Wydali amnestię –
Zaproszenia wysyłają,
Obietnicami czarują,
Na naiwnych czekają!
"Mamy pracę i mieszkania –
Wracajcie przyjaciele!"
– Praca przymusowa,
A mieszkaniem... cele!...
"Każdy może jechać –
Znajdzie tam opiekę",
– I do usług gotową,
Znaną już Bezpiekę!...
"Tam wszyscy szczęśliwi –
Głodu nie zaznają" –
Propagandą karmimy –
Z przejedzenia rzygają!...
***
Zostawcie więc domy,
Dolary i wozy –
Wracajcie... bo czekają:
Kołchozy – powrozy!...
***
Na zakończenie
Od autora słowo:
Wy jedźcie – ja zostanę,
Chociaż tam morowo –
Ale...
Tu pociechę znajduję...
Wy jedźcie...
A ja... Ja wam paczkę przyszykuję!!!
Chicago 2.9.1955
Polski dziś stolica,
Rozkazem Kremlina –
Łzy roni krokodyla,
Nad trumną... prezydenta!...
Na rozkaz moskiewski,
Naród w żałobie –
Skonał ktoś przedwcześnie,
Przy czerwonym żłobie!...
Wiemy "stupajka",
Za służbę w podzięce,
"Otrzymał" w Moskwie... pneumonię
Oraz influencę!...
Mała influenca
Chorobą niewinną –
W Moskwie jest zabójcza
I staje się... "nagminną"!
...I tak, potrzeba, zdawało by się, naturalna...
Okazała się w skutkach, bardzo fatalna...
Już "facet" całkowicie do "strzału" gotowy...
Gdy wprost przed nim, zjawił się, problem nowy...
Szuka więc gorączkowo, bezpiecznika broni –
I znajduje... co tkanina gaci, od wstydu chroni...
Jaźń mu się dwoi i coś się dzieli...
Gdzie jest do diabła – coś – co wystrzeli!...
Wreszcie – "wystrzelił" z hukiem donośnym –
Tylko że... z wynikiem sprośnym...
A deer spogląda na niego – kaprawo...
A on?.. Bardzo, bardzo czuje się niemrawo...
Bo wreszcie, bo wreszcie, "wypalił"...
Deer ogona zadarł, on w gaciach dziurę wywalił!...
Inaczej mówiąc, jest... sfrustrowany!
A w tłumaczeniu polskim: Obesra...
A epilog? – Rzecz prosta:
Deer po lesie hopsa!
A on? – Niech każdy po cichu doda,
Że mu i deera żal i gaci szkoda...
A morał? – Oczywista –
By bielizna była czysta
I dobre polowanie –
W domu uskuteczniać sranie!!!
Historia powyższa, dotyczy delikwenta,
Co na pocztówce – zdjął porcięta...
Ale ze mną "konkretniakiem" podobne zdarzenie,
Zupełnie inne miało zakończenie:
Ja, przerwałem spanie –
I przestawiłem się – na strzelanie...
W ten sposób – i deera ubiłem,
A spanie – potem dokończyłem...
– I chodzę zadowolony,
Że nie jestem rozdwojony –
A skutek z tego jest taki,
Że pożytek jest dwojaki:
Deer do troka przytroczony,
A ja? – Także wypróżniony!
***
Proszę Państwa – Wielka draka
Jaś powrócił już z Pawiaka
Czasu jednak nie zmarnował
Cele dla was przygotował...
A nim rok następny minie
Chce być również na Kołymie –
Tam protekcje wam wyrobi
Obóz ładnie przysposobi
A powiedzieć można śmiele
Wsadzą to tam... przyjaciele
Baltic – Travel– biuro znane
Wam, zawdzięcza te reklamę
Baltic – Travel chętnie służy
Ułatwieniem wam podróży
W odpowiedzi zaś na plotki
Jaś... Głosik słodki...
I plotkarzom proponuje
Niech go każdy... pocałuje!
[Chicago]
Opisawszy historię moją i faceta,
Czuję, że nowa nawiedza mnie podnieta –
Aby zadość uczynić sprawiedliwości
I opowiedzieć dokładnie, jak z nicości
Staraniem doktora –
Zostałem – za... Komputora!...
Uniknąłem bowiem frustracji,
Gdy od czasu pewnej kolacji
Kiedy wódy było bez liku –
Doktor doszedł do wyniku!...
Otóż, w czasie tej owej kolacji,
Poddano mnie inwigilacji –
Stwierdzając, że mamy i taty to wina,
Że chodzę – za... Sukinsyna!...
Gdy zaś dodano jeszcze syfilis –
Otrzymano wyniki
Że dzieci mi na rozumie –
Robią... białe króliki.
Woda się leje –
Mnie głowa chwieje, –
A on się śmieje...
Teraz I. Q. z królików wyprowadza –
Lecz, coś mu zabrakło – i coś nie zgadza –
Żubrówką więc raz jeszcze mnie lakieruje
I teraz – ma już wszystko – i nic nie brakuje!...
Nie dostaje mu już jednak wiedzy doktora
Sięga więc do nowej – tej... od znachora
I tak, zacząwszy od mojej matki,
Wyznacza teraz prądy mej mózgowej siatki!...
I na palcach wykazując, co i jak –
I wie, że jest nie tak, a tak!...
W tym momencie Einstein gnatem w trumnie stuka –
Nie pomoże: Nie usłucha!
W uznaniu tych zasług Włodka doktora
Skądinąd przyjaciela poniekąd znachora
Toast chcę wznieść –
Ale wiem dokładnie
Że nie wypadnie!...
Bo inwencji brakuje
Na wyrażenie co czuję
Więc chociaż wiem że sfuszeruje
Proponuję:
Nalawszy w kieliszki
Ze śmiechem godnym
Lepszej sprawy
Trochę poważnie, a więcej
Dla zabawy
Wypić na zdrowie doktora
Nasze kawalerskie!...
A zaraz potem na zdrowie znachora
Nasze frajerskie!...
O kobietach –
Tylko słowa zestawiam!
Czyny? –
Czyny im zostawiam!...
A teraz prywatnie i marginesowo,
O kobietach chcę powiedzieć słowo:
Pytam kiedyś jedna panią,
Bo, fatygant chodzi za nią –
I rzecz, nie byłaby ciekawa,
Gdyby nie ta jedna sprawa –
Że mąż w kryminale... politycznie –
A ona – tak skandalicznie!...
Patrzy na mnie i już spłakana –
Nie miałam pana za bałwana! –
A pan – nie rozumie tak prostej sprawy –
Ja męża kocham! I... nie dla zabawy!
Ja tęsknię za nim! To... za inne sprawy!...
Ja paczkę każdego tygodnia – serdecznie –
I mnie z żalu, rozpaczy, aż – niebezpiecznie –
Serce kołacze –
I ja płaczę –
I jestem tak nerwowa –
I ciągle boli mnie głowa –
I dlatego... bo czuję, że wariuję –
Ja się ratuję!...
Robię to... dla męża, aby jak wróci,
Znalazł mnie uśmiechniętą – i nic nie zakłóci
Naszej miłości czystej i promiennej –
...niezmiennej! –
Faceta wreszcie wypuścili,
Ale, zupełnie przerobili –
Owszem, całuje żonę w rączkę,
Lecz, zupełnie zdjął obrączkę, –
Mówiąc, że jej widok drażni!...
Widocznie – z nadmiaru wyobraźni...
I nerwy ma roztrzęsione –
I dziwnie patrzy – na żonę!...
Historie jakieś o kocie składa,
Że pilnować jednej dziury to zagłada!...
Dawniej modlitwy do żony wznosił,
A teraz ją przeprosił,
Że sprawy ma w terenie wyjazdowe...
Spotkałem kiedyś jego żonę – była załamana! –
Wie pan, – to rzecz niesłychana:
Jak męża mego – kryminał wypaczył...
Ja go kocham, a on – wszystko przeinaczył!!!
Wy powiecie, że to wszystko wybajane?
Nie kochani – to tylko opisane!
Otóż kiedyś nastawiony byłem bardzo lirycznie –
A dziś?.. Już tylko filozoficzno-cynicznie!...
Bo kiedyś – w duszy mi coś grało,
A dziś? Na rzadko się ze – sra...!
Wynik to moich obserwacji –
I smutnych doświadczeń...
I nie odmówicie mi racji,
Kiedy diagnozę postawię,
Której sam nie trawię:
Włodek, na te smutki –
Nalej wódki...
Bo kiedyś, w sercu mi śpiewało –
A dziś? – Wódki wciąż mi mało!...
Bo kobieta, twór czarowny –
Bardzo także jest wymowny! –
Jest, jak piękny motyl – barwna...
Często jednak – jest niestrawna!...
A nie tykaj już jej duszy –
Kamień skruszy –
Bo wartości tej skarbnicy,
Żaden mędrzec nie przeliczy! –
Bo ogólnie, rzecz fatalna,
Jest ogromnie nietykalna! –
I gdy logika coś krzyczy –
Jej to wcale nie dotyczy...
Bo wymiar jej duszy –
Astralnością się mierzy!...
A że ktoś się nie zgadza,
Ona i tak w to nie wierzy –
Bo mimoza – to z wazonem,
A nie z jakimś farmazonem!...
Po mojemu – nie pasuje! –
Jej to jednak, nie żenuje!...
Dumna chodzi po tym świecie,
Ma zasługi – wy nie wiecie –
Bo farmazon, w tamtej chwili
Był potrzebny – w krotochwili –
Jaką zrobić chciała dla humoru,
Nawet z honoru! –
A raz następny, gdy było jej wesoło,
Potraktowała sprawy – przydziałowo!...
Że nie miała humoru i honoru w zapasie
Skończyło się na ku...basie!...
Nie wszystko złoto co błyszczy –
A babka, aż z radości piszczy,
Że ciebie – frajerze dęty...
Nabrała na sentyment!...
Kiedyś Włodziu coś mi grało –
A dziś, wódy ciągle mało! –
Wierzyłem kiedyś, że żony i matki –
A to... – Dzierlatki! –
Urodzi dziecko! – Do śmietnika rzuci –
A potem – cierpi i smuci,
Płacze i jest załamana –
Że jej córka w śmietniku – nie zadbana!
Rano w kościele – za swe winy płacze,
A wieczorem – już w knajpie – znowu się łajdaczy! –
Rano ciebie kocha i z ciebie się cieszy,
A wieczór – innego pocieszy! –
I nie będzie to jej wina –
Tylko to twoja – ojca – matki jasna przyczyna! –
A gdy ją kiedyś ogarnie trwoga –
Wiesz co zrobi? – Zlikwiduje Boga!!!
Nieobliczalne stąd są skutki –
– Włodziu dolej wódki –
Pocałować – nie pozwoli! –
Za to – możesz mieć dowoli...
I to jej prywatne sprawy –
Bo – charakter jest jej prawy!
Choć jej dusza nietykalna –
Mniej astralna – jak spiralna!...
Kiedyś w duszy coś mi grało –
A dziś wódki jest za mało! –
Bo nie widzę tych wartości,
Gdy przy całej bladej złości,
Powie, że kocha – Bo... nienawidzi! –
Ty pytasz czy chora, czy szydzi,
A ona na to, ze spokojem twarzy,
Odpowie: – Że w garnku zupa się warzy! –
I że cię nie zawiedzie...
Nawet... Jak wyjedzie!...
Bo ty, groszorobie przyziemny,
Nie rozumiesz jej potrzeb tajemnych!...
Zaczynasz wtedy od diabłów stu,
A ona – łapie cię za słowo – i macie tu:
Bo ty – bałwanie gruboskórny chamie,
Masz – co ją łamie!..
Jest niewątpliwie moralna...
I stąd – niekaralna! –
Bo wszystko – po kryjomu!
I cisza w domu...
Bo ma zasady – których nie tyka,
Że muszą być – płyty i muzyka! –
Bo ma rygory – których wy nie znacie,
Że tylko – na chacie!...
I stąd za anioła chodzi po świecie,
Tylko wiecie:
Kiedyś – w duszy coś śpiewało –
A dziś?.. Ciągle wódki mało! – Bo kobieta idealna
Ciągle dla mnie jest astralna!...
I jest dla mnie nie do pojęcia
Skąd są te mimozowe wzdęcia.
Widzisz Włodziu jak się stało,
Że mi wódy ciągle mało –
Bo mi w duszy kiedyś grało,
A dziś? – Picie już zostało...
Bo ja piję, bo ja płaczę –
Na swe życie – na sobacze...
Za te panie! – Za anielskie! –
Moje! Twoje! – Za frajerskie!!!
Zbudujesz jej pałac – z miłości durnej –
A ona!... Woli z innym... w chacie kurnej –
Bo może jemu wymówić – co zrobiła –
Że pałac porzuciła! –
Potem wróci – pokorna – i wyjaśni ci z płaczem,
Że ciebie kocha! – A tamtego... nic nie znaczy!
A gdy zrobisz minę zdziwioną,
Jest... zawiedziona! –
I powie, że nigdy nie wraca! – Lecz, uczucia siła –
Do tego ją zmusiła! –
I będzie miła...
I – że futra nie ma – i pierścionek straciła...
No wiesz... dla tego tam studenta...
Dla którego – właściwie – była obojętna...
Co akuratnie zresztą wykazała,
Gdy mu... zegarek podarowała! –
Ty patrzysz na nią kamiennie
A ona – szczebiocze i nieodmiennie –
I o uczuciach i o materiale –
Który widziała – w sklepie – na wystawie –
I chciała kupić – tobie – dla przyjemności –
I zrezygnowała – bez przykrości,
Mając na względzie – inne wydatki...
Ty – podziwiasz – wymowy prąd wartki –
I patrzysz z ciekawością,
Z jaką ci jeszcze – wyjedzie nowością –
A ona brzęczy – dalej... o sentymencie...
I że właściwie – chociaż ma wzięcie –
To jednak – uczuciem kierowana –
Jest przeogromnie – do ciebie przywiązana! –
I dlatego – od dawna myślała – że jak wróci –
To już nigdy, nigdy więcej spokoju nie zakłóci! –
I dlatego – do przyjaciółki już zatelefonowała –
Że w ogóle – zupełnie się zrehabilitowała!
A jeśli ty nie wierzysz w reinkarnację –
To popatrz tylko – na kolację –
Wszystko co lubisz dziś zrobiła –
I znowu będzie miła...
I troszczy się – czy ci wygodnie –
A może przypadkiem – uwierają spodnie...
Bo ona, na prawdę – jest zrehabilitowana –
A w dowód tego – nawet... wykąpana!!!...
Ty – kiwasz głową i patrzysz ciekawie
A myślisz? – o zielonej trawie –
Jak koń, co zamiast owsa –
Sieczki dostał!!!
A jeśli przypadkiem wyrazisz wątpliwości,
To ona ci znów wyjaśni – w anielskiej złości,
Że się na tobie zawiodła –
I – że dusza twoja podła –
Nie rozumiejąca, jej wzlotów artystycznych,
Z twoich – poziomów prozaicznych –
Bo ona – artystyczna dusza,
Dobiera chłopa... do kapelusza –
A jak moda się zmieni?
Ona – już narosłą nienawiść,
Na nową miłość zamieni! –
I znowu zacznie od początku,
Snuć nieprzerwanego wątku –
I znowu czysta – i moralna –
Czarująca – i spiralna...
Mniej astralna! –
Kiedyś w duszy mi coś grało –
I w sercu śpiewało –
Koszałki opałki się śniły...
Dzisiaj – złudzeń nie zostało –
I – do maślanki już tylko mam siły!...
Wypijmy... na zakończenie pisania wierszy i zdrowie –
Pań po raz pierwszy, –
Że takie anielskie –
Nasze kawalerskie!...
Bo kawalerskiej trzeba fantazji
Dać się tak nabrać – na smak... małmazji!
Wypijmy zdrowie –
Pan po raz pierwszy, –
Że tak – diablo anielskie –
Nasze frajerskie!...
Bo frajerskiej trzeba natury,
Tak beznadziejnie – wpaść... do dziury!...
Kawaler kawalerowi – przypisuje
Frajer frajerowi – dedykuje
I brat bratu – ofiaruje
KUNDLI
LOS...
Bajeczka. – Bajeczka?... Nazbyt prawdziwa...
Był raz – Burek,
Kundel znaczny –
I wiódł żywot,
Cóż – Sobaczy...
Wierny był
Swej Gospodyni...
I pilnował,
By nikt szkody nie uczynił...
Wierny był –
I służyć chciał,
Byleby...
Panią swoją miał!...
Raz, gdy wybiegł za próg,
Przyszła zawierucha –
Zgubił trop...
Nie miał szczęścia... Jucha...
Przytulił się gdzieś...
Przerażony!...
A gdy wrócić chciał?
Został... pogardzony!... (Wypędzony!...)
Poszedł w świat...
Kundli los!...
Gospodyni?..
Miała głos!...
Gospodyni? – Humor miała...
Zwierząt innych nazbierała!...
Była... Świnia...
Gnój lubiła!...
Gospodyni ją...
Karmiła!...
(Hołubiła...)
Miała także – cóż... Pinczerka...
Młody był i szczekotliwy –
Ciałem własnym mu służyła!...
Był szczęśliwy –
Później? – "Się" do płaza,
Spłazi!
Ciałem swoim go ogrzeje!...
W norę włazi!...
Był też... Byk! Ostrojebliwy!
Też służyła!... Kiedy chciał! –
(Do tego przecież ją miał!!!...)
Nawóz śmierdział! – Widły stały! –
Gołębie gruchały!...
Gniazdko słały...
(Kruki zakrakały...)
Burek? Wiemy! – Odpędzony!
Burek w świecie! – Lizał blizny!...
Pani jego? – Miała gesty!...
Arystokratycznej zgnilizny!...
(Ludowej Ojczyzny?!!!...)
To, co kundel, kiedyś...
Strzegł!!!
Inwentarz rozdrapał –
U nóg Pani... Burek...
Legł –
I... Zawył!!!... (z boku)
...Zapłakał!!!...
Burki? – Wierne psy? –
Bywają...
Szczęścia? ...
Nie zaznają!!!...
1937...1969, April 9
Jaśnie Pani?
Bardzo dumna – Dumna? –
Czy też... Tylko –
Bezrozumna!...
Bo...
Inwentarz się wzbogacił –
Ona? – Ciągle dumna! – Dumna?
PIES ZAPŁACIŁ!!!...
Przysłane drewienko,
To... nie "gówienko"...
A choć może nie koniecznie śliczne,
Ale jest za to "symboliczne"...
Natura lubi robić psoty –
Stąd powstały, rozmaite... "dziwoty"...
Żyrafa ma przydługą szyję,
A racoon jedzenie myje...
Nosorożec ma na nosie wielki róg,
A coś jest zielone, a inne czarne jak kruk.
Rasputin miał na prąciu brodawkę,
A starszy pan robi z dupy... "prykawkę"...
Picz śledziem zalatuje,
Ale wcale śledziem nie smakuje...
I wszystko jest rozmaite i kolorowe,
Aż mnie zebrało, by napisać "mowę"!...
Mowę na temat przyjaciela Gie...
Który... ciągle chce!...
I ledwie portki zapina
To znowu mu cieknie ślina!...
Na prawo i lewo i prosto
I wciąż z rogiem na szwancu i... ostro!...
A choć przetoka dupę rozsadza,
W pierdoleniu to nie przeszkadza!...
I już natura to zrobiła,
Że tak Georga urządziła!...
I w tym natury dziw osobliwy,
Że już taki... "ostrojebliwy"...
I po prostu jak na złość,
Ma tam w szwancu... dużą kość!...
Ta spokoju mu nie daje...
I jak na drewienku... wstaje!...
"Rogiem" szwanca atakuje,
Tak to lubi, tak smakuje...
Aż ułożył sobie plan,
Aby jeszcze zwiększyć "fun"...
Rano, w południe i wieczorem,
Z ułańską lancą i honorem...
I gdy jeden zmęczony odpoczywa,
Następne na pomoc sobie przyzywa...
I na tym polega osobliwość natury,
Że w jeden dzień obskoczy... trzy dziury!...
I tu natury dziwy i uroki,
Że ma jeden "na prosto", a dwa na boki!!!...
A w konkluzji, wniosek oczywisty,
Wart na pewno pół litra czystej...
Wniosek pewny, nieco pomylony...
George jest szwanc na trzy strony!...
A że wiemy skądinąd, że "niedopieszczony"...
Powiemy: – Licentia poetica –
"George jest szwanc na wszystkie strony"!!!...
22.9.1979
WYNIKOWA FRUSTRACJI, Z RACJI PROWOKACJI!...
Mając poetyczne... wzdęcie,
Piszę ku zachęcie:
Panie Premierze!
Ja w Pana wierzę...
Panie Generale!
Ja Pana chwalę...
Panie Libroncie!
Pan nie jest... prącie!...
I tak Panie Janie,
Jest za znaczek wyrównanie!...
I tak z Lotnika –
Zrobili... Balonika!...
25.6.1983