WOLNA POLSKA — Kwartalnik polityczny — Przemyśl, Lato 2000, Rok X, wyd. spec. IX
ROCKEFELLER, BRZEZIŃSKI I JARUZELSKI
czyli Czernobyl bajeczny w czekoladzie...
(rzecz o symbiozie komunistów i kapitalistów)
Gen. Wacław Hryniewicz-Bakierowski (USA)
Czernobyl... Nikt o nim raczej nie wiedział, chyba, że jacyś specjaliści, od spraw specjalnych... A potem?... Nooo!... to już wszyscy wiedzieli...
Na początku amerykańskie "newsmedia", zgodnie z ich linią tresury, nakreśloną jeszcze, (w sensie poza ziemskim, oczywiście) przez przedstawiciela "złych mocy", który czasowo mieszkał w Białym Domu, a kontynuowana dyrektywami "do wykonania", płynącymi bezpośrednio od "towarzysza" Rockefellera, reżysera Council on Foreign Relations [Radę Spraw Zagranicznych], nie kwapiły się na początku z informacjami na temat Czernobyla, zgodnie z instrukcją: O Rosji pisać tylko pozytywnie, albo raczej nie pisać wcale...
Ale Szwedzi "napaskudzili" ... że 8000 jeleni chodzi po lesie i promieniuje... radioaktywnie!... A potem? Zachodnia Europa "rozdarła się" histerycznie, że kapie na nią radioaktywny deszcz... W ten sposób wstydliwość wątpliwej wartości naszych "newsmediów" pisania o Czernobylu została przełamana i wiadomości posypały się jak z rogu obfitości... I w ten sposób wiemy, że w Czernobylu było całkiem nie licho gorąco, i że była heca na sto dwa!...
A teraz?.. O następnym słowie w tytule: "bajeczny"... Jeżeli dodamy to słowo do pierwszego słowa, to otrzymamy: Czernobyl bajeczny i Czytelnik będzie zdziwiony jakimi asocjacjami myślowymi mogłem być kierowany? Wyjaśnię, bo przecież to proste... Otóż mało kiedy Rosjanie naopowiadali taką ilość bajek na temat tego, w zasadzie nieznanego miejsca... Ale... My myślimy, że bajki, ale z punktu widzenia rosyjskich "czynników", wcale to wszystko tak nie wyglądało, jak my to sobie wyobrażamy. Bo... jest prawdą, że zginęło kilkudziesięciu ludzi (?), ale przecież już dawno Stalin sformułował, że "u nas ludiej mnogo"... A więc?. Fakt, że ziemia zatruła się w okolicy?.. No cóż?.. "Ziemi toże mnogo"... A oprócz tego to nie jest pierwszy wypadek i wiemy jak to załatwić. Postawi się tablicę z ukazem i pod gwarancję nikt nie przekroczy, a więc dalszych wypadków nie będzie. Fakt, że na terenach "dalszych" ziarno zasiewów nie będzie "pierwoj sort", to także nie problem. Będzie posłane do obozów pracy przymusowej, do łagrów, i przemieszane z ziarnem dobrym. A rozprowadzenie tego ziarna po całej Syberii spowoduje, że nikomu zbytnio nie zaszkodzi... Mleko od krów?... Przecież mleko nie jest napojem narodowym Rosji, a przerobione na sery i znów rozprowadzone na dalszych terenach żadnej katastrofy nie spowoduje. A do tego, "czynniki odpowiedzialne" za dobrobyt i przyszłość Rosji i tak sera nie jadają!...
Czyli w konkluzji? Bezprzykładna histeria Zachodu na temat np. polskich ogórków, owoców, czy nawet najlepszej w świecie szynki są posunięte do absurdalnych granic... A embargo jest raczej szykaną kapitalistów, zazdroszczących komunizmowi jego osiągnięć, a w tym konkretnym wypadku polskim świniom, że produkują taką smakowitą szynkę!...
***
A teraz?.. Trzecie słowo tytułu: w czekoladzie... Ale zanim o tym napiszę, muszę cofnąć się wstecz...
***
Jednego dnia, nasz sławetny Wojtuś (o którym jeden partyjny, będący na "kulturowym" pobycie czasowym w U.S., wypowiedział się, że to drugi Piłsudski), rozliczył plusy i minusy swojej popularności i zafrasował się...
Chodził po pokoju swojej rezydencji, gęsto dla bezpieczeństwa obstawionej przez umundurowane kundle i myślał... Starszy brat ze Wschodu obdarzył go zaufaniem i wyznaczył rolę do odgrywania... Wydał polecenia!... A on?.. Mówiąc prawdę... Ma trudności! Obiecuje... Grozi... Reguluje stopień potrzeb życiowych obywateli... Terroryzuje... Bije pałami ZOMO... Aresztuje... Maltretuje... A oni?.. Wciąż oporni!...
Starszy brat zaufał i jest cierpliwy, ale co będzie jak podyktowane normy nie zostaną wykonane?.. Hmm... Starszy brat może stracić cierpliwość i... zaprosi na konsultacje... A jak raz Bierut tam pojechał to dostał pneumonii i już żywy nie wrócił!... Wojtuś był w rozterce. Co zrobić, aby zaimponować tym opornym?.. Chodził po pokoju... Od ściany do ściany... Od muru do muru... I nagle... Przypomniał sobie określenie Leopolda Tyrmanda, że Polska to więzienie, a wolność mierzy się granicą od ściany do ściany... Albo, od granicy do granicy... To przypomnienie było dla Wojtusia rewelacyjne i spowodowało zupełnie niespodziewaną decyzję: decyzję podroży na Zachód... Pojedzie i... odetchnie świeżym powietrzem. Spotka czołowych przedstawicieli tego "zgniłego" Zachodu i popatrzy im prosto w oczy... A jak wróci?.. Ho, ho... Powie im... Tym opornym... Z "okrasą" oczywiście... Urban coś tam ułoży... A tytuł: Jak Zachód gościł wodza polskiego narodu...
***
A dalej?.. Wiemy co się stało... Kilka telefonów, krótkie przygotowania i Wojtuś znalazł się na Zachodzie...
Ambasador w Paryżu był widocznie zaambarasowany... Panie Generale — jąkał się, odpowiadając na pytania na temat wizyty u Prezydenta Francji. Tak — ale — nie wiem — nie jestem pewny... Panie Ambasadorze, zniecierpliwił się Wojtuś... Zorganizował Pan wizytę, czy nie?.. Mnie pańskie dyplomatyczne jąkanie nie zadawala, ani nic nie wyjaśnia... Więc jak jest?.. Panie Generale!... Wizyta będzie!...
Dziwne zachowanie swego ambasadora pojął Wojtuś następnego dnia, gdy wchodził tylnymi drzwiami do siedziby Prezydenta Francji... A gdy następnie dodał do tego inne "niesłychane zachowanie" "zwykłych ludzi", "zbrzydził" sobie Francję akuratnie i już go tam nie było...
***
Ameryka powitała Wojtusia miedzy innymi demonstracjami natury meteorologicznej... A tych innych po prostu "nie przyjął do wiadomości"... A U.N. [Organizacja Narodów Zjednoczonych]?.. No cóż wielkiego!... My też mamy pałac kultury!... A w konkluzji?.. Wojtuś znalazł się na krawędzi załamania nerwowego!... Szczęśliwie jednak dla Wojtusia, właśnie w tym momencie zameldował się ambasador ... Panie Generale... Osobiste zaproszenie od towarzysza Rockefellera!... Wojtuś zdjął czarne okulary... Przetarł oczy... i zobaczył słońce!
W dzień wyznaczony na wizytę, Wojtuś wykąpał się, ostrzygł włosy, ogolił się dwukrotnie i oszprycował się "adikałonem", a oprócz tego pozostał w pozycji stojącej, bo nie chciał, aby mu się kanty w spodniach zrolowały... Chodził więc po pokoju i starał się znaleźć odpowiedź na pytanie, które go zaczęło nurtować, a na temat którego nie chciał dyskutować z ambasadorem... A pytanie było, zdaniem Wojtusia, bardzo istotne, a mianowicie jak należy tytułować gospodarza do którego pojedzie... Wiedział, bo ambasador poinformował go, że w języku angielskim używa się formy "ty"... Ale to wydawało się Wojtusiowi zupełnie nie na miejscu ... "poniżej jego godności"... Towarzysz?... Hmm... Niby tak, ale on jest taki kapitalistyczny towarzysz... A więc znów "nie podchodzi"... No to może "prezes", przypomniał sobie opowiadania z Polski przedwojennej... Przecież na pewno jest jakimś prezesem... Chociażby od tego Council on Foreign Relations. A więc... Zdecydował: "niech mu będzie prezes"...
Zajechał samochód... Wielka czarna limuzyna... Wojtuś niby jeździł takimi "wołgami" jak odwiedzał starszego brata na Wschodzie, ta jednak wydała mu się raczej więcej luksusową. Wiadomo — wyjaśnił sobie samemu: To przecież "kapitalistyczny towarzysz"!!!
Dojechali... Podwoje rezydencji otworzyły się i "wchłonęły" Wojtusia do środka... Przeszli korytarze i pokoje "kapiące" bogactwem (wg. oceny Wojtusia), aby wreszcie znaleźć się w przestronnym pokoju, suto oświetlonym światłem kandelabrów, w którym znajdowało się dwóch panów... Gdy Wojtuś wszedł do pokoju, młodszy z nich wstał i przywitał go... po polsku!... Witajcie Generale-Przyjacielu... Co za przyjemność uścisnąć pańską zasłużoną prawicę!... Z największym zdziwieniem Wojtuś poznał w witającym "sławnego rodaka", towarzysza Zbigniewa, wyniesionego "na pozycję" przez kontrowersyjnego prezydenta, na którego temat kursowało po Ameryce sformułowanie że: Jest Jerry Brown z Kalifornii, który jest po obu stronach każdego zagadnienia... Teddy Kennedy który jest po złej stronie każdego zagadnienia... Oraz Jimmy Carter, który nie wie w ogóle jakie jest zagadnienie!!! Otóż, z tymże p. Carterem to także wyszło wesoło od samego początku, bo wcale nie miał być prezydentem, ale gdy równie światły przeciwnik, który w Helsinkach uprawomocnił Jałtę, zdecydował publicznie, że Polska jest wolna, przegrał sromotnie wybory na korzyść Mr. Cartera. A dalej... Można być przeświadczonym, że prezydent Carter "wynosząc" p. Brzezińskiego na stanowisko, najzupełniej nie zdawał sobie sprawy, że ma do czynienia "ze sławnym"... Nikt zajmujący zresztą tę pozycję ani przedtem, ani potem sławnym obwołany nie został, ale ta "sławność" jest "osiągnięciem" Polonii... I... czy z głupoty... czy też wg sformułowania, że "na bezrybiu i rak ryba" Polonia poroniła właśnie tą "sławność", która dziś jak liść laurowy, zdobi jego rzymski profil... Ale, niech mu będzie!...
Panie Generale — kontynuował sławny rodak — pozwoli Pan, że przedstawię Go Gospodarzowi, który wizycie Pana chce nadać jak najbardziej prywatny i serdeczny charakter i zgodnie ze sformułowaniem Roosevelta w Jałcie skierowanym do Stalina, uważa, że jesteśmy rodziną!!!... Otóż Gospodarz, mając to na względzie, upoważnia Pana do nazywania go wujkiem, a on będzie mówił do Pana po prostu "ty" czyli Wojtuś... Jak najbardziej zaskoczony, aby nie powiedzieć ogłupiony Wojtuś, coś wymamrotał, co miało być deklaracją bezdennej szczęśliwości, z takiego "układu rodzinnego"... A przynajmniej tak to zostało przyjęte...
Po dokonaniu ceremoniału przedstawienia sławny rodak i Wojtuś zajęli miejsca przy stoliku na przeciw "wujka Dawida". W tymże momencie wszedł do pokoju batler, wnosząc na pozłocistej tacy cocktaile, których kolor krwistoczerwony wywołał u Wojtusia wielkie zaskoczenie, bo takich jeszcze nie pijał... Nawet u starszego brata na Wschodzie... Wojtusiu, przemówił wujek Dawid, co sławny rodak akuratnie tłumaczył — na Twoją cześć zarządziłem zrobienie specjalnego cocktailu w czerwonym kolorze, który tak lubisz! — Wypijemy go za pomyślność Twoich poczynań... Wujek i sławny rodak pociągnęli po łyku, a Wojtuś ze wschodniego "prywyku" "wygolił" do dna... Otrząsnął się jak pies po kąpieli, ale nabrał wigoru i już chciał coś powiedzieć, gdy wujek "wyskoczył" z niespodziewanym pytaniem: Wojtusiu... a dlaczego Ty nosisz zawsze te czarne okulary?. Wojtuś złapał za kieliszek, bo zapomniał, że już wypił i jąkając się wykrztusił: — Jak byłem małym chłopcem, powiedziano mi, że z oczu źle mi patrzy!... — Co? zdziwił się wujek — to oni już wtedy byli?!... Kto? — Wyrwało się jednocześnie Wojtusiowi i sławnemu rodakowi... No oni — niecierpliwie wyjaśnił wujek... Ci... z Solidarności!... Zapadło kłopotliwe milczenie i obaj panowie patrzyli wyczekująco na Wojtusia... Nie... wyksztusił wreszcie Wojtuś... To... powiedziała... moja... matka!...
Dobry wujek polecił napełnić kieliszek wypróżniony przez Wojtusia... Widzisz — zwrócił się do sławnego rodaka — ja lubię waszą słowiańską szczerość... I Twoją i Wojtusia... I nawet znajduję miedzy wami podobieństwo... Ideowe... Wojtuś realizuje osiągnięcia Jałty... A Ty?... Umiałeś ją zaatakować, tylko po to, aby sprzedać dalsze jej rozszerzenie na resztę Europy!... Wasze zdrowie!... Mając takich jak wy — Nie zginiemy...
Wojtuś chciał podziękować, ale okazało się, że wujek jeszcze coś ma w zanadrzu... Kiwnął palcem na sławnego rodaka, który skwapliwie podskoczył do gospodarza, który szepnął mu coś do ucha, co spowodowało, że wyskoczył jak oparzony z pokoju, aby powrócić za moment ze sporą walizeczką, którą otworzył przed gościem ukazując równo ułożone paczki "zielonych"... 300.000 — wyjaśnił rzeczowo... Prezent dla Pana Generała, w uznaniu Jego zasług z przeszłości i zachętą na przyszłość... Wojtuś zbladł... Złapał za kieliszki wychlupał do dna... Wujku!... zaczął załamującym się głosem... — Ja wiem... ja wiem... — ułatwił mu dobry wujek... Ale pamiętaj!... O przyszłości !... A ja powiem wujkowi Armandowi (Hamer'owi) — ciągnął dalej wujek Dawid — aby jak będzie odwiedzać wschodnich towarzyszy, wspomniał Ciebie... My wszyscy mamy wspólny cel, dla którego pracujemy... Ja to nazywam: Rządem Całego Świata, i pracuję przez Council on Foreign Relations (CFR — Rada Spraw Zagranicznych), a nasi wschodni towarzysze nazywają to światowym komunizmem i pracują przez KGB!.. Ale pamiętaj co Roosevelt powiedział — Stanowimy rodzinę!!! Pamiętaj o tym!!!. A następnie, wyciągnął rękę na pożegnanie, którą Wojtuś nabożnie uścisnął. Wizyta była skończona... Na mocno chwiejnych nogach opuszczał Wojtuś rezydencję wujka, unosząc pod pachą walizeczkę...
Droga powrotna była krótka, ale jedno spostrzeżenie przyszło mu do głowy: Wschodni brat tylko bierze, a Zachodni jednak daje... Przestraszył się!... I odrzucił to porównanie jako świętokradztwo...
***
Powrót do Polski nie był tak tryumfalny jak wyobrażał to sobie, ale wielką pociechą był szelest zielonych papierków w walizeczce....
Dni następne powlokły się zwykłą rutyną... Raporty... Sprawozdania... Konferencje... Telefony od starszego brata z instrukcjami...
Spadały kartki z kalendarza, znacząc upływające tygodnie, a potem miesiące. A w miarę jak czas upływał, zrodziło się przypomnienie wujka: Pamiętaj!... I wujek, który były taki wyrozumiały i dobrotliwy, mógł przecież także zniecierpliwić się! A co wtedy?..
Zaczął się denerwować i nie mógł sypiać po nocach. A czas mijał "jak z bicza trzasnął"... I znów — w bezsenne noce chodził po pokoju i wyglądał przez okno, wychodzące na wschód, jakby stamtąd czekał ratunku... Aż jednej nocy... Gdy przyciskał rozpalone czoło do chłodnej szyby... Ujrzał przedziwne zjawisko... Wyglądało to jakby cały widnokrąg rozświetlił jakiś płomień... I zgasł.... Zawołał służbowego oficera, aby sprawdził... Ten wrócił, zameldował że nikt nic nie widział! Uspokojony nieco, położył się do łóżka... Muszę coś wymyśleć... Muszę!... Tylko co?.. Zasnąć... I wtedy... Przyśniło mu się... Zjawia się czarny anioł... Trochę zdziwił się, bo pamiętał z młodości, że anioły są białe... Ale więcej nie miał czasu, bo anioł skrzywił się jakoś jakby w uśmiechu i powiedział: My ci pomożemy, bo lubimy Ciebie, a od czasu tego księdza... no wiesz... Popiełuszko... (skrzywił się, jakby go to imię parzyło...) Ty już jesteś nasz... Swój...
Wojtuś obudził się oblany potem ze strachu, ale jednocześnie przypomniał sobie obietnice pomocy i... Niech ktokolwiek pomoże... Za każdą cenę, aby tylko wywiązać się z obowiązku...
Minęło kilka dni i... Czernobyl!!!
Kłopoty narastały... Wojtuś dwoił się i troił... Na pomoc przyszły przesyłki z Zachodu... Jodu i mleka... I to zażegnało nieco sytuację...
Ale kłopoty mnożyły się... Embargo... Na ogórki... Na owoce... Na wszystko inne... A w kasie handlu zagranicznego świeciło pustkami....
Wojtuś był zdenerwowany... Niedospany... Czuł się źle...
Jednego dnia, gdy poczuł się wyjątkowo "stłamszony" zawołał adiutanta... Podstawić samochód — rozkazał... Prosto przed siebie... W pola... Wydał rozkaz...
Samochód przemknął śródmieściem... Minął przedmieście i znalazł się poza Warszawą w polach....
Mijali pola, małe laski, chałupy przydrożne i... Stój — wydał rozkaz szoferowi... Co to jest?.. wskazał adiutantowi jakiś biały płyn wypełniający rowy przydrożne... Sprawdzić — wydał rozkaz. Adiutant wyskoczył z samochodu i spiesznym krokiem podszedł do chałup... Wojtuś widział jak wchodził do kilku kolejnych i wypadał z nich biegiem, goniony przez baby z kijankami, albo miotłami... Wygrażające pięściami i krzyczące coś z podnieconymi twarzami...
Adiutant nie szukał więcej "widocznego guza" i szybkim krokiem zdyszany wrócił do samochodu.... Panie Generale!... To mleko!!!... Co?... Mleko! — zaryczał Wojtuś... Tak oni mówią — meldował dalej adiutant — To Czernobyl!!!... To radiacja!... Zatruta trawa... Zatrute mleko... Zawracaj — zaryczał znowu Wojtuś do kierowcy — Na gaz!...
Powrotną drogę przemknęli jak wiatr... Kierowca nie chciał przedłużać jazdy z kipiącym złością Wojtusiem — Na wszelki wypadek...
Dojechali... Wojtuś wyskoczył z samochodu... Popędził do swego gabinetu... Zamknął drzwi na klucz...
Przesiedział prawie całą noc i dopiero nad ranem rzucił się w mundurze na łóżko, zasypiając ciężkim snem... Rzucał się... Wygrażał... Skomlał żałośnie jak pies... I nagle... Znów przyszło widzenie... Zjawił się znów ten sam czarny anioł... Pochylił się czule nad Wojtusiem i powiedział coś na ucho...
Musiało to być coś przyjemnego, bo Wojtuś uśmiechnął się... i przespał już spokojnie do późnego rana...
A rano?.. Rozdzwoniły się telefony... A następnie korowód urzędowych samochodów, podjechał pod siedzibę Wojtusia.... Same "czynniki wyższe" dziwili się wartownicy — Co to znaczy?.. patrzyli po sobie ministrowie czekający w poczekalni, gdy jako pierwszy został wezwany na audiencje do gabinetu stary robotnik dawnej firmy "Wedla"...
Długo trwała rozmowa Wojtusia ze starym robotnikiem, a gdy wyszedł wreszcie... zostali wezwani wszyscy inni, aby otrzymać przedziwne rozkazy: Zbierać mleko... Odciągać śmietankę... Dostarczać do fabryki 22 lipca... Wykonać!...
Wezwani opuścili siedzibę generała, a on sam... Zatarł ręce i zawołał adiutanta.... Proszę powiedzieć barmanowi, aby mi zaraz sfabrykował czerwony cocktail... Tak jest — służbowo odpowiedział adiutant i stuknął obcasami...
Nie minęło 15 minut kiedy zjawił się barman z tacą w rękach, na której stała butelka, oznaczona nalepką, że wyborowa z czerwoną zawartością i angielka... Co tam jest — warknął podejrzliwie Wojtuś — atrament?.. Melduję panie generale.... To jest wódka... Sok porzeczkowy... i... czysty alkohol dla wzmocnienia!... "OK" — z uznaniem przyjął to do wiadomości Wojtuś... Nalał sobie pełną angielkę i wychylił do dna... Uśmiechnął się przy tym błogo, wspominając wizytę u wujka Dawida... Nalał następną i wypił, pełen jakiejś diabelskiej radości wewnętrznej. Rozwiązał przecież problem... Uzyska w oczach wujka uznanie... Nie zawiódł zaufania... Nalał po raz trzeci, ale powstrzymał się od picia.... Natomiast wyciągnął papier i zaczął pisać:
Drogi Wujku Dawidzie! Jestem jak najbardziej szczęśliwy, pisząc ten list i donosząc, że nie zawiodłem pokładanego we mnie zaufania i że wywiązałem się z zadania należycie.
Jestem tak zadowolony z tego, że nakazałem barmanowi zrobić czerwony cocktail i wypiłem za pomyślność Wujka i swoje własne zdrowie.
Otóż rozhisteryzowana ludność polska, pod wpływem wrogiej zachodniej propagandy Free Europe, uparła się, że radiacja z Czernobyla spada z deszczem na trawę i powoduje, że krowy produkują zatrute mleko, co jak wiemy nie odpowiada prawdzie, zgodnie z informacjami, które mam z pierwszej ręki od naszych starszych braci, że sytuacja jest całkowicie pod kontrolą!!! W związku z powyższym, nakazałem zbieranie niszczonego przez ludność mleka, zbieranie śmietanki i dostarczanie do fabryki 22 lipca, celem produkcji pralinek, pod nazwą "Bajeczny". Nazwa "Bajeczny" jest oczywiście kamuflażem... Słowo "pralinka" jest rodzaju żeńskiego, podczas gdy nazwa "Bajeczny", to rodzaj męski, a ja w ten sposób daję wyraz moim podwójnym uczuciom: Bajeczny Czernobyl w... Czekoladzie, uważając przy tym, że jest to również bajeczny kawał...
W następnych dniach prześlę pod adresem Wujka kilka bombonierek jako prezenty dla Jego wrogów, a resztę produkcji ?... Otrzyma stara Polonia która jest na tyle patriotyczna i na tyle naiwnie głupia, żeby je kupić i zasilić moja kasę... "Załko" było "ujeżdżać" — i rzewnie wspominam moją wizytę u Wujka, czerwony cocktail, oraz Jego powołanie się na wielkiego prezydenta Roosevelta, który istotnie był naszym przyjacielem. Jego czyny dowodzą to, co wypowiedział słowami w Jałcie, że jesteśmy rodziną. On przecież otworzył nam drogę do realizacji naszych planów podboju świata... Cześć jego pamięci razem z Leninem, Marksem, Stalinem i innymi Przywódcami Rewolucji... I jeżeli "po tamtej stronie" miałoby coś istnieć, to jestem pewien, że otrzymał odpowiednią nagrodę...
Walizeczka otrzymana od Drogiego Wujka stanowi mój ulubiony rekwizyt i pamiątkę... A jeśli kiedyś znów przyjadę w odwiedziny, przywiozę ją oczywiście ze sobą... A zanim przyjadę, wspominam miłe chwile i wspaniały prezent otrzymany od Wujka, wręczony mi przez sławnego rodaka, który będąc członkiem CFR, stoi z nami w jednym szeregu!...
Z wyrazami największego szacunku, poważania i wdzięczności — Wojtuś.
PS: A w przygotowaniu mam jeszcze jeden "numer". Wypuszczę z więzień trochę "dysydentów" i innych... Przecież mogę ich zamknąć znowu, gdy będę uważał za stosowne... W Polsce będzie nieco konsternacji, dyskusji, przegrupowań, co pomoże w sytuacji, a Zachód?.. Zbaranieje, i może otworzy kabzę!!!... Co Wujek na to powie? Pochwali Wojtusia?.. Byłem wart prezentu?
— W. (grudzień 1986)
David Rockefeller i Zbigniew Brzeziński są założycielami (1973 r.) Trilateral Commission [Komisji Trójstronnej], członkami Bilderberg Group [jednym z założycieli tej para-masońskiej organizacji był osławiony Józef Hieronim Retinger] i Council on Foreign Relations [Rada Spraw Zagranicznych]. Wymienione trzy organizacje tworzą globalistyczną międzynarodówkę, budującą antychrześcijański Rząd Światowy na gruzach państw narodowych (w tym i naszej Ojczyzny). Czerwonego generała Wojciecha Jaruzelskiego, najemnika ateistycznego kumunizmu, najbardziejjadowitej latorośli wolnomularstwa — przedstawiać nikomu nie trzeba....